To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

zakończone - Cassandra Gardner & Samantha Bartowski

Cassandra Gardner - 2018-06-09, 15:59
Temat postu: Cassandra Gardner & Samantha Bartowski
połączenie przychodzące od: nieznany
...

Samantha Bartowski - 2018-06-09, 19:36

połączenie z: Sam Bartowski
Czy Aaron naprawdę nie mógł zrozumieć, że żadne telefony nie zmienią mojego zdania? To nie był dobry moment, by ktokolwiek do mnie przychodził. Oni wiedzieli, gdzie jestem, z kim jestem i co robię... Właśnie dlatego chwilę mi zajęło podjęcie decyzji, czy w ogóle chcę usłyszeć głos własnego brata, który zapewne był mną zawiedziony...
Przeciągnęłam jednak palec po ekranie - zapewne w ostatniej chwili - nim połączenie zostało zerwane. Przyłożyłam telefon do ucha i wzięłam głębszy wdech, nim odważyłam się odezwać.
- To naprawdę jest zły moment... - Rzuciłam lekko zachrypniętym głosem, jeszcze się nie domyślając, że po drugiej stronie wcale nie było Młodego...

Cassandra Gardner - 2018-06-09, 19:52

połączenie
Obiecała przekazać Albie słowa Aarona, gdyby coś poszło nie tak... I faktycznie. Spektakularnie się spieprzyło, a ona? Nie wiedziała, czy powinna to robić. Nie w ogóle, a właśnie w tej chwili. Zdawała sobie przecież sprawę nie tylko z tego, w jakim stanie był Bartowski, lecz także z czegoś jeszcze - z tego, w jakim stanie było Bractwo. On o tym nie wiedział. Ona? Aż nazbyt dobrze, mimo że - paradoksalnie - nie znała zbyt wielu szczegółów. Nie miała pojęcia, czy wybranka mężczyzny była w ogóle w stanie odebrać telefon. Ba, nie wiedziała nawet, czy tamta go przy sobie miała... A gdy zajrzała do własnej komórki, nie znalazła numeru kobiety. Może to był znak, że powinna poczekać?
Teoretycznie Aaron powinien dojść do siebie. Krwotok został zatamowany, a stan na tyle ustabilizowany, na ile tylko było to możliwe. Pozostali mężczyźni przenieśli go do wygodniejszego pokoju, dostając polecenie ułożenia Bartowskiego na łóżku i pilnowania go, gdy Cassandra miała zająć się całą resztą. Cholera wie, ile zabaweczek D.O.G.S. pozostawało przecież w karkach pozostałych mutantów. To właśnie tym powinna zająć się w pierwszej kolejności, mając przy sobie Fay, której zabiegiem mogła się zająć.
A jednak - myśl o telefonie nie opuszczała jej głowy, gdy Cassie przygotowywała nowe narzędzia i ogarniała miejsce pracy w taki sposób, by mieć jak największe pole manewru. Ostatecznie przeprosiła Murphy na moment, wychodząc z zaplecza i ruszając w kierunku telefonu, jaki znajdował się w barze. Wiedziała, że Bartowski nie tak dawno z niego korzystał. Pamiętała także część układu cyfr w numerze Delgado, zamierzając zdać się na łut szczęścia i sprawdzić, czy podobne połączenie zostało kiedykolwiek wcześniej wykonane.
Zostało... Tak jej się przynajmniej wydawało.
Z wahaniem, powtórnie wybrała numer, oczekując na połączenie. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci... Kolejne sekundy braku odpowiedzi. Miała już sama się rozłączyć, unosząc palec nad czerwoną słuchawką, gdy do jej uszu dotarł kobiecy głos. Zdecydowanie nie była to jednak Alba.
- Przepraszam, to chyba pomyłka. - Odchrząknęła, odzywając się i - zadziwiająco kulturalnie, jak na te okoliczności - nie rozłączając tak po prostu rozmowy. A nuż była to jakaś towarzyszka Alby... Albo pracownica D.O.G.S., cholera. - Szukam... Alby? - Mimo to, odezwała się nieco pytającym, trochę niepewnym tonem głosu, gotowa rozłączyć się w każdej sekundzie.

Samantha Bartowski - 2018-06-10, 09:26

połączenie z: Sam Bartowski
To... To nie był Aaron. Ale przecież dzwoni z tego samego numeru, z którego przed kilkoma minutami dostałam kilka smsów. O co tu do jasnej cholery chodziło?
Zmarszczyłam brwi, zaciskając mocniej telefon w mojej dłoni. Alba? No, Młody chciał tu wysłać tą swoją ukochaną, ale przecież... Mówiłam mu, żeby tego nie robił. Nie mógł... Nie mógł tego zrobić.
- Nie ma jej. Jeszcze... Ale mówiłam, żeby jej tu nie wysyłał... - Odpowiedziałam na pytanie nieznajomej kobiety, wyraźnie zbita z tropu. No bo, co to miało być, dzień wchodzenia na głowę Sam? Nie czułam się dobrze, byłam przybita, obolała, dręczyło mnie poczucie winy... Tak bardzo bałam się kogokolwiek narażać, a oni wszyscy, jak na złość, nagle przypomnieli sobie o moim istnieniu.
I nie wiem, czy to ten szok, czy dalej dobijał mnie mój własny natłok myśli... Ale dopiero teraz przyszło mi do głowy, by zapytać, kim jest mój rozmówca:
- Ale... Kto mówi? Co się dzieje? - Lekka chrypka wciąż była wyczuwalna w moim głosie. Z pewnością musiałam też brzmieć na przemęczoną. I chyba zaczynałam też żałować, że w ogóle o pannie Delgado cokolwiek wspomniałam. Co jeśli to oni już wiedzieli o jej rzekomym przyjściu? Co jeśli sama jest w tarapatach? Co jeśli oni serio wiedzą o mnie wszystko - kiedy, kto, z kim i gdzie? Czy właśnie naraziłam kolejną osobę swoim nieogarnięciem?
Przeraziła mnie ta myśl. Przeraziła na tyle mocno, że niemal automatycznie wolną dłoń skierowałam na własny kark, wbijając swoje paznokcie w ledwie zasklepioną ranę... Bolało. Cichy jęk wydobył się z moich ust, a ja... Chyba tylko przez takie zachowania mogłam spróbować odzyskać resztki zdrowego rozsądku, starając się nie popaść w kompletną paranoję...

Cassandra Gardner - 2018-06-10, 16:53

połączenie
Nie miała bladego pojęcia, z kim rozmawiała, ale z pewnością nie była to aaronowa Alba. To zaś w zupełności jej wystarczało, by zachowywać pewien dystans w rozmowie, nawet jeśli nie rozłączyła się od razu. Pomimo czarnowidztwa, równie dobrze mogła mieć do czynienia z jakąś znajomą kobiety, a sama Delgado mogła już za chwilę przejąć telefon. No... Przynajmniej do czasu, gdy Cass nie usłyszała, że jej tam nie było. Najwyraźniej to faktycznie była pomyłka.
- Rozumiem. - Powiedziała krótko, nie wnikając w resztę słów, jakie dotarły do niej od nieznajomej. Sama informacja, że Alba nie mogła przejąć komórki, w zupełności jej wystarczała. Prawdopodobnie Cassandra rozłączyłaby się już po chwili, gdyby nie pytanie, jakie padło z ust jej rozmówczyni. Najwyraźniej bardziej wczorajszej niż dzisiejszej.
- Znajoma... - Zaczęła, marszcząc brwi, bo nie chciała wypaplać zbyt dużo. Jeśli jednak dziewczyna Bartowskiego miała pojawić się w tamtym miejscu - gdziekolwiek ono było - równie dobrze mogła zostawić jej krótką wiadomość. I tak niewiele mogło to zaszkodzić. - Po prostu... Aaron miał problemy podczas zabiegu. Komplikacje. Stracił sporo krwi, ale powinien dojść do siebie. Najlepiej byłoby, gdyby Alba się odezwała.

Samantha Bartowski - 2018-06-10, 18:57

połączenie z: Sam Bartowski
Ten telefon zdawał się stawać coraz dziwniejszy z każdą mijającą minutą. O co tu do jasnej anielki chodziło? Miałam wrażenie, że utknęłam w jakimś dziwnym, pijackim śnie, z którego nie mogę się wybudzić.
Przez dłuższą chwilę milczałam, nie wiedząc, czy powinnam się rozłączyć, czy jednak kontynuować tę konwersację. I chyba... Chyba źle zrobiłam, nie wybierając tej pierwszej opcji.
- C-co?! - zapytałam lekko podnosząc głos, a samej wstając z zajętego przeze mnie miejsca. - Jaki znowu zabieg, w co on się znowu wpakował, gdzie jest mój brat?! - Dodałam po chwili, zapewne jąkając się nieprzyjemnie. Nim jednak kontynuowałam swój wywód, złapałam się sama na tym, że... Przecież nie mogłam mu pomóc. Bałam się wyjść. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Źle się czułam. Ale... On stracił krew. Jak? Czemu? Nie rozumiałam. Dlatego tylko dalej trzymałam tę przeklętą słuchawkę przy moim uchu, stojąc z otwartymi ustami i nie wiedząc, co też dalej zrobić. Czy właśnie dlatego wysyłał tu Albę?
Zakręciło mi się w głowie. Nie wiedziałam już, w co wierzyć, a w co nie. Musiałam wiedzieć, gdzie on jest. Nawet, jeśli sama nie czułam się na siłach, mogłam... Mogłam przecież wysłać tam Delgado, jeśli serio się tu pojawi, czyż nie?


Cassandra Gardner - 2018-06-10, 20:20

połączenie
Paradoksalnie, wcale nie zamierzała wywoływać minizawałów u osób, których nawet prawdopodobnie nie znała. Nie chciała być posłańcem przekazującym fatalne wieści, prorokiem mówiącym o czarnych chmurach zbierających się nad głowami nie tylko tych, którzy mieli do czynienia z Aaronem, lecz ogólnie wszystkich mutantów. Po prostu... Obiecała Bartowskiemu, że jeśli stanie się coś złego, jego Alba się o tym dowie. Zamierzała wywiązać się z tej obietnicy, nawet jeśli to nie miało być zbyt łatwe.
Nie powiedziała zresztą najgorszego. Starała się ubrać prawdę w takie słowa, aby nie przesadzić. Paskudne nastawienie nie miało przecież pomóc żadnemu z nich. I nawet jeśli rzeczywistość była o wiele gorsza od zabiegu z komplikacjami oraz dochodzenia do siebie... Cassie wiedziała, że powinna dawkować wrażenia, zwłaszcza że nie rozmawiała przecież z Albą, tylko...
Z siostrą Aarona?
Momencik... Z siostrą Aarona?! Której, tak jakby tego było mało, nie mogła jasno odpowiedzieć na pytania. Nie, jeśli miałoby to oznaczać powiedzenie czegoś, co mogło im wszystkim zaszkodzić. Kto wiedział w końcu, czego chcieli ludzie z D.O.G.S.
- Aaron ma kumpla. Andy'ego. - Odpowiedziała po chwili milczenia, starając się dobrać słowa tak, żeby zabrzmiało to jak najbardziej naturalnie, nawet jeśli Andy zdecydowanie nie był przyjacielem Bartowskiego, o czym już miała okazję się przekonać.
- Jesteśmy u niego w miejscówce, Po prostu przyjedź. - Powiedziała, mając nadzieję, że to nie była zasadzka. Zresztą... Kobieta brzmiała na naprawdę zaaferowaną. Albo to była prawdziwa reakcja, albo wyśmienita gra aktorska. Nie mogła wyczuć tego przez telefon.

Samantha Bartowski - 2018-06-10, 23:19

połączenie z: Sam Bartowski
Zaraz, zaraz... Andy, który ma swoją miejscówkę... Czy to nie brzmiało dziwnie znajomo? Tylko od kiedy oni mieliby się znać? Byłam niemal pewna, że mój brat nie mógł w żadnym miejscu poznać tego chlejusa, co to się w barmaństwo bawił. By jednak mieć pewność, że nie mylę osób, zapytałam krótko:
- Darka? - Cóż. Jeśli moje pijackie przeczucie mnie nie myliło, jego bar znajdował się całkiem niedaleko zdołam tam pokierować kochaną Albeczkę bez większych problemów. W końcu sama... Ledwo stałam na nogach.
- Ja... Ja nie wiem... Nie dam rady pomóc... - Dodałam po chwili zrezygnowanym tonem. Dobijała mnie ta sytuacja i moja niemoc. Miałam wrażenie, że już tak się czułam - bez znaczenia, skazująca innych na cierpienie... Czy to właśnie nazywano deja vu? Miałam wrażenie, że robi mi się coraz bardziej niedobrze, a głowa wiruje mi w każdym możliwym kierunku - co było przecież dziwne, bo nie upiłam dziś nawet jednego łyka alkoholu. Czyżby los się właśnie przeciwko mnie obrócił?
- Przepraszam... - Rzuciłam tylko, ledwie powstrzymując się przed kolejnym zawyciem. Ostatnio zdecydowanie zbyt często mi się to zdarzało. Nie panowałam nad sobą. Nie poznawałam samej siebie. Chyba... Chyba właśnie dlatego, nie czekając na kolejną reakcję, po prostu przesunęłam palcem po ekranie, wciskając czerwoną słuchawkę.
Dopiero wtedy mogłam sobie pozwolić na łzy - wiedząc, że nikt ich nie zobaczy...

Cassandra Gardner - 2018-06-11, 00:35

połączenie
- Tak. - Potwierdziła, nawet się nad tym niespecjalnie zastanawiając, bo nawet jeśli rozmawiała z kimś z D.O.G.S., ci ludzie przecież już i tak wiedzieli o tym, kogo pojmali i gdzie te osoby dotychczas mieszkały. Ustrojstwo w karku Aarona także zapewne już przyczyniło się do ich namierzenia… W końcu, co innego mogło robić, prócz sprawiania, że Bartowski prawie wykitował im na krześle? Cass pozostawało jednak wierzyć w dobre intencje kobiety, wysłuchując jej kolejnych słów.
Sama nie wiedziała, czego mogła oczekiwać, dowiadując się o tym, że miała do czynienia z siostrą Aarona, jednak… Cóż, na pewno nie myślała, że i ta kobieta okaże się być kimś, z kim raczej nie chciała nawiązywać znajomości. Mimo że Samantha Bartowski zdecydowanie nie brzmiała jak ktoś, kto naumyślnie nie chciałby odwiedzać nieprzytomnego, wyczerpanego brata i czerpałby satysfakcję z odmowy… I tak nie zyskała wiele w oczach Cassandry. Być może przez zrezygnowany ton głosu, który brzmiał, jakby już postawiła krzyżyk na bliźniaku. Być może przez atmosferę, jaka od samego początku przeważała w tej rozmowie. Być może przez jeszcze coś innego. Najważniejsze, że Gardner zamierzała dodać coś jeszcze, aby ostatecznie zakończyć działanie w roli tragicznego posłańca, gdy dotarło do niej, że Sam tak po prostu się rozłączyła.
- Dobra… - Mruknęła bardziej sama do siebie niż do komórki, zabierając telefon znowu na zaplecze. Najwyraźniej nie tylko ona otaczała się kiepskimi ludźmi.



[rozmowa zakończona]



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group