zakończone - Staś i Nel... znaczy się Imari!
Stanisław Wayland - 2018-06-05, 17:58 Temat postu: Staś i Nel... znaczy się Imari! 22 Grudnia 2016 rok
Nie był to najlepszy czas dla wszystkich ludzi, zamieszkujących ulice Seattle. Zima była w momencie swojej największej świetności, a cała okolica zasypana była śniegiem. Wszyscy bezdomni starali się przetrwać i gromadzili się razem, ponieważ jak to mówią "w kupie cieplej, w kupie raźniej". Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, ponieważ co raz więcej osób zaczynało chorować, a druga część starała się przetrwać na tym mrozie. Niestety dzisiejszego dnia, kiedy Stanisław wstał rano i poszedł odwiedzić swoją przyjaciółkę, okazało się, że Rosemarie dopadła choroba. Dziewczyna miała bardzo wysoką temperaturę i zaczynała majaczyć. Nie byłą to ich pierwsza zima, nie pierwszy raz ludzie dookoła chorowali, ale pierwszy raz, chore było jedno z nich. Zawsze to oni opiekowali się wszystkimi, tym razem jednak to Rose potrzebowała pomocy. W tamtym momencie tylko to liczyło się dla Stanisława, pomoc jego najlepszej przyjaciółce. Niestety nie posiadali oni pieniędzy, a farmaceuta z apteki niedaleko ich squatt'u, nie chciał bezpłatnie udzielić im pomocy. Stan postanowił więc zrobić coś bardzo złego, co przez większość czasu odradzał wszystkim, którymi się opiekował. Musiał za wszelką cenę zdobyć pieniądze na lekarstwa. Oczywiście nie można robić do swojego gniazda, dlatego postanowił zrobić to z dala od ich kryjówki. W taki właśnie sposób znalazł się w Olympii. Poczekał do późnego wieczora, aż się ściemni i sklepy będą pozamykane. Za swój cel obrał sklep z antykami, ponieważ będzie można je potem sprzedać i zarobić trochę więcej kasy. Dzięki temu będzie można pomóc większej ilości osób, niż tylko Rosemarie. Stanisław nie był w najlepszej formie, ponieważ podczas swojej podróży tutaj, celowo dał się potrącić przez samochód. Oczywiście nic większego mu się nie stało, ponieważ było to całkowicie zamierzone. W momencie zderzenia przejął energię auta i zgromadził ją w sobie, aby wykorzystać ją podczas swojego planu. Obserwował sklepik przez kilka godzin, kiedy zgasło światło w środku, odczekał jeszcze godzinę, zanim postanowił dostać się do środka. Nie widział wychodzącej sprzedawczyni, dlatego wolał odczekać jakiś czas, w końcu stwierdził, że musiała wyjść wyjściem od zaplecza, bo nie pokazała się przez dłuższy czas. Podszedł do drzwi, przyłożył rękę do zamka, po czym użył na nim swojej zdolności. Stworzył małą falę energetyczną, która zniszczyła zamek, oraz otworzyła drzwi, powodując dość spory hałas przy tym. Nie było to w jego planach, więc musiał teraz się śpieszyć. Zdjął swój plecak, otworzył szeroko i wbiegł do środka, aby zebrać jak najwięcej cennych przedmiotów.
Imari Blanc - 2018-06-05, 19:09
Imari często, a nawet bardzo często zostawała na noc na zapleczu swojej herbaciarni czy też sklepu z antykami i bibelotami, zależy jak na to spojrzeć. Zwykle nie widziała większego powodu by wracać do domu, tutaj mogła wstać na 20 minut przed otwarciem i zdążyć, a na zapleczu było wszystko czego potrzebowała. Jadła i tak na mieście, więc kuchnia była ograniczona do minimum. Mogła zagotować wodę albo coś podgrzać, to w zupełności wystarczało do zaspokojenia jej potrzeb.
W ciągu tej godziny zdążyła ogarnąć się, stać już w piżamie i sprawdzać coś w telefonie. Z zaczytania wyrwał ją dość głośny dźwięk dochodzący od strony sklepu. Podniosła wzrok na drzwi oddzielające ją od tamtego pomieszczenia i przez chwilę jeszcze nasłuchiwała.
Ktoś by się dobijał o tej porze..? Zwykle... klienci, choć to zła nazwa, mieli do niej jakiś kontakt - telefon czy mail. Choć niektórzy wpadali niezapowiedziani. Ale o tej godzinie? Dziś sobota, zamykała bardzo późno, choć właściwie tylko dla własnego widzimisię.
Spojrzała jeszcze raz na swoj telefon, rzuciła go na kanapę. Nie miała nieodebranych połączeń, smsów czy maili. Jak bardzo mało inteligentna aktorka z horrorów ruszyła w stronę herbaciarni. Otworzyła sobie po cichutku drzwi i dała kilka krokow wgłąb.
- Halo..? - jak z glupawego horroru, naprawdę.
Stanisław Wayland - 2018-06-10, 11:29
- Kurwa! - to była jego pierwsza myśl w momencie, kiedy usłyszał jakieś ruchy dobiegające z tyłu sklepu. Jak to możliwe, że ktoś nadal był w środku. Czy to możliwe, że ktoś nie ma życia i nawet po pracy, zostaje w pracy? Nie wiedział co miał teraz zrobić, ale tak właściwie to już było za późno, przecież już się włamał i został na tym przyłapany. W pewnym momencie, usłyszał kobiecy głos dobiegający z tyłu sklepu. - Kurwa, kurwa, kurwa. - powtórzył zdenerwowany. Przykucnął na ziemi, starając się ukryć pomiędzy wszystkimi przedmiotami znajdującymi się w sklepiku. Nie chciał opuścić tego miejsca, jego cel był zbyt ważny. Musiał przecież uratować Rosemarie i innych, jeśli niedługo nie dostaną leków, mogą pojawić się ofiary śmiertelne, a kolejne osoby, mogą zacząć chorować. Co prawda miał już kilka rzeczy schowanych w swoim plecaku, ale to było wciąż za mało. Przemieszczał się po cichu szukając czegoś, co może mieć dużą wartość, zgarnąć tylko to i uciekać. Starał się robić wszystko tak, aby kobieta go nie zauważyła. Niestety w pewnym momencie, strącił jeden z wazonów stojących na stoliku.
Imari Blanc - 2018-06-14, 11:54
To byla też jej pierwsza myśl jak tylko uslyszała, że coś się dzieje na części sklepowej! Serce waliło jej jak glupie, bo nie miała pojęcia czego się spodziewać, kompletnie nie wiedząc kto albo co mogło się tu pojawić. To, że ktoś się włamał wpadło jej do głowy od razu, ale po co? Antykwariat, jasne, ale nie z rzeczami za grube miliony! W końcu to miejsce pełne szpargałów, pierdół. I herbaty. Można było na tym coś zarobić, jasne, o ile ktoś to kupił. Zwykle jednak utrzymywała się z części herbacianej, ciast, placków.
Zgarnęła zza lady z kasą gaz w żelu i ruszyła dalej, w tym samym momencie słysząc jak na ziemię spada wazon. Od razu skierowała się w tamtą stronę, odblokowując gaz.
- Halo? - ponowila pytanie. Jakby ktoś miał wstac i przeprosic nagle...
|
|
|