Rick Ryan - 2018-06-04, 23:35 Temat postu: Salon & KuchniaMichael Ryan - 2018-06-05, 15:38 / z uliczka
Niestety Mike'owi nigdy nie było dane poznać inną twarz rodziców, w jego pamięci zawsze będą się źle kojarzyć. To nie znaczy, ze nie kochał dziadków, bo to oni w gruncie rzeczy ich wychowywali, tak samo jak niańki. Nie czuł silnego związania z rodzicami, mógł powiedzieć, ze po prostu go stworzyli i go wyklęli i tyle co miał z nimi wspólnego. Nie mógł zrozumieć matki, ze popadała w depresję, skoro lekarze nie rokowali dla Stewarda nigdy dużych szans na przeżycie. Miała jeszcze dójkę wspaniałych synów i się od nich odwróciła, a ojciec wolał pracować niż spędzać czas z nimi. Był od święta, to była osoba co dawała prezenty myśląc, ze nimi da się załatwić wszystko. Nawet kupić miłość synów. Przeliczył się, a przynajmniej do młodszego z nich...
- Żeby mnie jeszcze złapali, jakoś przez 10 lat udawało mi się z tego przeżyć. - odparł – No o ile nie zamierzasz mnie na komisariat zanieść, ale nie licz na brak stawiania się - odparł z lekkim śmiechem.
Dobrze widział te postawy ojca, a ten tekst o karze, tak naprawdę zamiast śmiechu w środku wywołał u niego tylko niepokój... Nie mógł wiedzieć czy naprawdę Dicky poszedł w ślady ojca, ale czuł, ze mogło coś takiego nastąpić... To zachowanie, to beznamiętne mówienie, to wszystko przywoływało niezbyt pozytywne myśli.
- Czy to nie oczywiste, że żyć jakoś muszę? Do pracy nie pójdę, bo ojciec i matka by się dowiedzieli o moim istnieniu prędzej czy później, a psów na ogonie nie chciałbym mieć. Dlatego wybrałem miasto oddalone o trochę od naszego by sobie tutaj skromnie, bo skromnie, ale żyć. - dodał wzdychając
Mógł prychnąć słysząc słowa „nie wiedzie mi się najgorzej”, mógł się domyślać, ze ojciec mu wszystko fundował, bo po ubiorze było już to widać, tylko ciekawe czemu jeszcze luksusowym porsche nie jeździł, tylko poszedł do pracy czy gdzie tam szedł na piechotę. No tak nie bał się zbirów, bo był mutantem. Najwidoczniej mocy się nie wyrzekł i mutazyny nie brał, co świadczyło, ze rodzice nie wiedzieli, ze trzymali mutanta pod swoim dachem... Ale ile jest mutantów na usługach Dogsów czy innych organizacji... Nie wszyscy chcą walczyć dla dobra mutantów, by mogli żyć jak normalni ludzie i nie bać się o to, ze nagle nie dostaną kulką w łeb za swoją inność.
Sprawa gdzie szedł, rozwiązała się dość szybko. Mike czekał, aż ten nakłamał komuś z kim pracował. Oparł się o ścianę budynku i po prostu nasłuchiwał. Nie mógł dalej w to wszystko uwierzyć. Stał w jednym miejscu z lepsza wersją siebie samego, ale czy chciałby być na miejscu Dicka? Mieć prace, zapewne wypasiony dom, prowadzić normalne życie, jak widać rodzice go rozpieszczali i kochali... Ale czy on sam był z tego szczęśliwy? Musiał dalej okrywać się jak mysz pod miotłą by pewnie nie pokazać swoich umiejętności...
- Pizze, a najlepiej dwie duże. - odparł ruszając z wolna za bratem.
Pomimo tego, ze wcześniej mówił, że nie był głodny, tak jakoś nie potrafił odmówić. Myślał, ze pójdą do jakiejś knajpki, ale jednak kierując się z wolna za nim i czując czasem twarze ludzi skierowane w ich stronę, czuł się jak brudny kopciuch. Ludzie zawsze zwracają uwagę na bliźniaków, tylko zazwyczaj większość ich preferuje podobny styl ubioru, podobnie się zachowują, a Mike i Dicky aktualnie wyglądali jak piekło i niebo... Dlatego też Mike szedł z nieco spuszczoną głową z dłońmi w kiszeni, jednak równocześnie obserwując świat gdzie zmierzają. Widział jak jakaś babeczka po drugiej stronie ulicy właśnie powoli się przewraca łamiąc obcas, jak liście powoli szumią na drzewie. Przyzwyczaił się iść o wile wolniej by wyglądało to jakby szedł po prostu normalnie. Ta sztuka zajęła mu lata, już w czasie odkrycia mocy uczył się jej wraz z bratem...
Ta dzielnica w której się znajdowali, Mike zazwyczaj trzymał się od niej z daleka, ale dziś był to wyjątek. Tutaj zajmowała się bowiem główna siedziba Dogsów i o tym doskonale wiedział. Jednak ku jego szczęściu nie wiedzieli o nim, o ile ktoś nie wydał wszystkich członków Bractwa wraz z lokalizacją.... Dotarłszy pod dość bogatą okolicę, ruszył za bratem w ciszy, nie odezwał się do niego ani słowem od kiedy ruszyli. Dlatego stojąc przed drzwiami, a chwilę po widząc wnętrze nie spodziewał się, aż takich luksusów.. Takich domów nie obrabiał, bo miały alarmy, dlatego dość niepewnie wszedł do środka i ściągnął swoje buty. Przetarł swój kark okazując mową ciała, zmieszanie jakie czuł całym sobą.
- No nieźle się urządziłeś. - dodał lekko ruszając się z miejsca.
Czuł się niezwykle obco w tym miejscu, pomimo mieszkania 15 lat w podobnych luksusach. Teraz przywykł do pokoju, który dzielił często z czterema osobami. Do dziwnych zjawisk jakie mutanci mu sprawiali, czy to koszary senne, czy tez wybuchy Ronniego... Martwił się o przyjaciela jak i o Fay jak i o resztę co poszli i już przez tyle dni nie wrócili. Oni się gnieżdżą w takich klitkach, a jego brat miał co najmniej 100 metrowe mieszkanie do swojej dyspozycji dla jednej osoby, czy życie miało sens?
- Zatem gdzie pracujesz? - odparł, by nawiązać temat pomimo, ze spodziewał się jaką odpowiedź dostanie.
Mike nie spodziewał się tego, ze Dicky zaufa mu na tyle by wpuścić go do swojego mieszkania, w końcu mógł być seryjnym morderca czy czymś innym po tych 10 latach, pomimo tego mu zaufał, a może specjalnie ściągnął do tego miejsca? Na to drugie stwierdzenie, a ciele chłopaka pojawiła się gęsia skórka. Nie nauczył się z tak wysoka zbiegać po budynku... Uczył się dopiero tej tajemnej sztuki biegu.. Na dodatek trzeba brać pod uwagę moce Dicka, które skutecznie by zniwelowały jego moce, mógł się poczuć jak zaszczute zwierze... Jednak sam zaproponował to, wiedział, ze jego brat tez mógł dużo ryzykować zapraszając go do siebie.Rick Ryan - 2018-06-05, 16:38 Richard zaśmiał się na stwierdzenie swojego brata. Cóż, doskonale wiedział iż jemu łatwo nie ucieknie, w końcu jego moc doskonale neutralizowała moc Mike’a więc mogliby się tak bawić w nieskończoność.
Na razie musisz mi wyjaśnić kilka rzeczy, później zobaczymy czy Cię tam zaniosę czy nie Powiedział półżartem i pogroził bratu palcem. Cóż, przez te dziesięć lat każdy z nich uczył się swojej własnej sztuki przetrwania. Michael uczył się jak przetrwać na ulicy a Richard uczył się jak przetrwać w domu. Może i nie było to coś wartego porównania, jednak każdy z braci musiał jakoś sobie poradzić.
Zaśmiał się pod nosem słysząc słowa swojego brata. Czy naprawdę sądził że rodzice go szukali? Czy naprawdę sądził iż nie wyprą z pamięci zmutowanej, czarne owcy rodziny? Cóż, ciekawiło go jego podejście.
Naprawdę sądzisz że ich to interesuje? Porozmawiamy o tym na miejscu – Niemal rozkazał swojemu bratu. Cóż, rozumiał powagę sytuacji i naprawdę nie chciał poruszać tego tematu na ulicy, zwłaszcza w dzielnicy w której się znajdowali. Nie, to pewnością nie było mądre.
Uśmiechnął się tylko, gdy jego brat zamówił dwie duże pizze. Doskonale pamiętał jaki wilczy apetyt potrafił mieć jego młodszy brat, to też na wszelki wypadek zamówił trzy duże pizze. Nie wiedział czy Mike nadal lubi tą, którą uwielbiał za czasów nastoletnich jednak postanowił ją zamówić, drugą wybrał swoją ulubioną a trzecią pół na pół.
Dowiozą ją akurat jak dotrzemy na miejsce Powiedział tylko z uśmiechem. No, jeśli nie zjedzą całej pizzy będzie miał przynajmniej już obiad na jutro.
Przez większość drogi milczał. Nie chciał poruszać teraz tematów związanych z ich przeszłością, w swoim apartamencie był przynajmniej pewien, iż nikt nie będzie ich podsłuchiwał. Jego myśli również powędrowały w kierunku tym, jak bardzo się teraz różnili. Gdyby nie to, iż mieli te same twarze z pewnością nikt nigdy nie pomyślałby że mogą być braćmi. On, powazny prawnik i Mike szlajający się po ulicach, zarośnięty i z obitą twarzą. Dick nie był nawet pewien czy jeszcze w ogóle potrafili ze sobą rozmawiać. W końcu minęło tyle lat, tak bardzo się od siebie oddalili. Mężczyzna miał wrażenie iż nic w nich już nie zostało z tamtych radosnych bliźniaków biegających wesoło po ogrodzie.
Gdy weszli do jego apartamentu Rick zdjął marynarkę, zostając tylko w kamizelce i koszuli oraz buty, które z pewnością kosztowały więcej, niż Mike mógłby sobie wyobrazić.
- Dzięki – Głupio było mu przyznać iż to nie on urządził to mieszkanie, tylko dekorator zatrudniony przez staruszka Ryana. Cóż, Dick sam nie był pewien czy mu ufa czy nie. Z jednej strony był jego bratem, z drugiej zaś nie wiedział kim stał się przez te ostatnie dziesięć lat. Wiedział jednak że żadna knajpka ani park nie będą tak bezpieczne na rozmowę jak jego własne mieszkanie.
Jak chcesz coś do picia weź sobie z lodówki, w zamrażarce masz lód przyłóż go do twarzy – W tym samym czasie rozległ się dzwonek do drzwi. Świetnie! Rich zapłacił dostawcy i podziękował za szybką dostawę, tak jak zawsze miał w zwyczaju. Rich skierował się do kuchni gdzie położył pudełka na blacie i podsunął Mikowi jego pizzę. Słysząc pytanie dotyczące jego pracy westchnął tylko.
To raczej długa historia - Powiedział tylko po czym wyjął puszkę coli z lodówki. Nie był pewien czy jego brat chce słyszeć historię jego życia to też zadecydował iż woli poczekać aż sam pociągnie temat. Nie chciał zaczynać tematu ich rodziny dopóki nie będzie miał pewności iż jest to coś, o czym jego brat chce słuchać. Nie był pewien czy nie bezie to dla niego bolesne a dziś już wystarczająco go zranił.
- Czekam na historię co się z Tobą działo przez ten czas. I również wyjaśnienia. – Dodał jeszcze po czym nałożył sos na kawałek pizzy i włożył go do ust. Cóż, był niemal pewien iż jego brat ma dużo ciekawsze rzeczy do opowiedzenia niż on sam.Michael Ryan - 2018-06-05, 17:43 Słysząc słowa o tym czy interesuje rodziców, Mike tylko się cwaniacko uśmiechał. Co jak co nosił taką samą twarz jak Rich i miał to samo nazwisko. Nazwisko gdzie w świecie prawniczym stanowiło dużo, więc podejrzewał, ze rodzice próbowaliby się go pozbyć. Przecież przyniósł tak wielki wstyd rodzinie i jakby to była jego wina, ze urodził się mutantem. To była wina rodziców, ze ich geny uaktywnili w dwójce ich synów gen X. Podejrzewał, ze jakby Steward żył również by otrzymał jakąś moc...
Naprawdę Mike czuł się w tym mieszkaniu niezbyt swojsko. Nie pasował swoim wyglądem do tego pomieszczenia. Nie ściągnął swojej skórzanej kurtki, zrobi to jak będzie mu gorąco. Po jego słowach o lodzie, pokierował się do kuchni, gdzie również wyciągnął puszkę coli oraz ten nieszczęsny lód, który przyłożył do opuchniętego policzka. Poczuł momentalnie chwilową ulgę. Czemu nie miał jakiejś super regeneracji... Przecież jego organizm chodził na przyśpieszonych obrotach to powinien się sam leczyć, prawda? Niestety to tak nie działało.
Z lodem w jednej ręce i puszką w drugiej usadowił się na jednej z tych bialutkich kanap, a stopy zanurzył w futerkowym dywanie. Szczerze patrząc na to wnętrze miał dziwną ochotę zapytać go o to czy ma dziewczynę, sam nie wiedział czemu to mu przyszło na myśl. Poczuł się przez chwile jakby nieco swobodniej pomimo tego, że czuł jak ma wszystkie mięśnie spięte. To była chyba ta myśl, którą się ma czasem z ludźmi, którym ufasz i przy których nie ściskasz zada by czasem nie pierdnąć zbyt głośnego bąka...
- Dzięki. - mruknął patrząc na pizze i przystawiając sobie dalej lód do policzka.
Czekał na opowieść o pracy, ale jak widać Dicky nie miał zamiaru odpowiedzieć na takie podstawowe pytanie i zmienił temat na to by to on zaczął swoją opowieść. Mike lekko się uśmiechnął, no tak.. Chcieli porozmawiać, jednak oboje nie ufali sobie na tyle by opowiedzieć 10 lat piekielnego życia bez siebie. Jeden próbował drugiego zmobilizować do zwierzenia się, ale Mike tylko westchnął. Po chwili zaniósł lód z powrotem do kuchni znajdując jakiś ręcznik papierowy, którym przetarł opuchnięty policzek i po paru sekundach był na miejscu.
- Skoro tak, to zacznijmy od tego. - dodał, wyciągając już nieźle zmielony 10 letni list, który niby on zostawił – Myślałem, ze to ty jesteś ten mądrzejszy, ale to co tu pisze jak i pismo... Nie są moje. - westchnął, o czym położył list na stole i otworzył pudełko by wyciągnąć kawałek pizzy – Na pewno w pokoju zostały zeszyty z moim pismem, mogłeś je porównać, a jeśli nie wierzysz daj mi kawałek papieru i przepisze ci ten list. - wgryzł się i spojrzał na brata poważnie – Poza tym jak w ogóle mogłeś uwierzyć w te bzdury, które są tu wypisane.. Znałeś mnie wtedy od 15 lat, rozmawialiśmy tyle razy, ze jakby rodzice się dowiedzieli o mutacji trzeba będzie uciec... Nie przewidzieliśmy tylko jednego, ze może się to stać jak będziemy oddzielnie? Co miałem zrobić? Dać się matce zamknąć w ośrodku i poddawać mutazynie lub co gorsza stać się królikiem doświadczalnym? Wiesz, ze by byli do tego zdolni, oddać według nich chore dziecko byleby zapewnić sobie dobra reputację, W mediach by się powiedziało, ze zginąłem pod kołami samochodu czy coś innego. Zrobiliby mi fakeowy pogrzeb i tyle. - wzruszył oczami, ale czuł jak zbyt bardzo dał się ponieść emocją – Sam byś zrobił na moim miejscu to samo. - prychnął – Próbowałem się z tobą kontaktować, tylko to jest cięższe jak nie możesz pojawić się w mieście, gdzie cię nienawidzą. Z resztą a ty co Dicky robiłeś przez te 10 lat! Sam mnie nie szukałeś, a mi to wyrzucasz! Żyjesz jak pączek w maśle! Skończyłeś naukę, prowadzisz normalne życie, myślisz, ze też tego nie chciałem? Myślisz, ze chciałem się tułać 10 lat po zakurzonych ulicach, mieszkać pod mostem, głodować, nie myć się od tygodni, nauczyć się kraść by przeżyć, widzieć śmierć starszego mężczyzny, który mnie uratował i ocalił? Został zabity za to, ze był taki jak my i walczył za takich jak my. Na moich pieprzonych oczach! - krzyknął po czym poczuł jak poleciały mu łzy po policzkach, na szczęście zdążył odłożyć kawałek nadgryzionej pizzy z powrotem do pudełka, bo pewnie z emocji by upierdolił warte tysiące meble bogatego braciszka.Rick Ryan - 2018-06-05, 18:39 Richard słuchał uważnie tego, co mówił jego brat spokojnie przeżuwając pizzę. To była pierwsza lekcja jaką nauczył go jego ojciec. Zawsze panuj nad emocjami. I to właśnie teraz robił, boleśnie naśladując zachowanie swojego ojca które zostało niemal siłą wbite mu do głowy. Przetwarzał w głowie każde kolejne słowo które wydobywały się z ust jego brata. Wiedział ze z pewnością Mike nie miał lekko ale sam przecież tego chciał! Mógł go nie zostawiać, poczekać aż wróci, wtedy uciekliby oboje a Dick mógłby mu pomóc. Ale nie, wolał załatwić to po swojemu i jeszcze teraz obwiniać go o to wszystko! Gdy Mike skończył mówić, spokojnie dojadł swój kawałek pizzy po czym westchnął ciężko.
Serio Mike? Naprawdę sądzisz ze w momencie gdy twój własny brat spierdala z domu zostawiając cię samego myślisz że sprawdzanie zeszytów to pierwsza rzecz jaką robisz? Serio? – Powiedział spokojnym i opanowanym tonem. Nawet zbyt spokojnym. Naprawdę nie chciał stracić panowania nad sobą, jednak był coraz bliżej tego. Zaśmiał się gorzko. - Okazało się że najwidoczniej nie znałem cię na tyle dobrze. Gdy wróciłem do domu matka była w histerii a jedyne co się dowiedziałem to to, iż się mnie wyrzekłeś. Co TY byś zrobił na moim miejscu co? – Jego głos stawał się coraz bardziej poddenerwowany. To nie była jego wina iż Mike zachował się jak egoistyczny dupek! - Wiesz co mogłeś zrobić? Mogłeś kurwa na mnie poczekać! Mogłeś kurwa znaleźć mnie w tym przeklętym sklepie! Wiedziałeś gdzie będę! Pierdolisz Mike! Dobrze wiesz że nigdy bym cię nie zostawił! - Mówił teraz podniesionym tonem głosu, starając się jednak nad sobą panować. Nie mógł teraz wybuchnąć i dać ponieść się emocjom, nie w momencie kiedy doskonale widział jak Mike się rozkleja. Któryś z nich musiał się kontrolować by w ogóle mogli się dogadać. - Jeden z moich braci zmarł a drugi dał nogi zostawiając mnie totalnie samego. Tak, to na pewno normalne życie. Mike szukałem Cię przez ponad dwa lata, przetrząsłem całe San Francisco i okolice jednak musiałem przestać. Kiedy uciekłeś matka znów popadła w histerię. Było nawet gorzej niż w po śmierci Stewarda. Ja zostałem totalnie sam z ojcem codziennie powtarzającym jak bardzo mnie nienawidziłeś. Te wszystkie poszukiwania wzbudzały tylko jego niechęć i podejrzenia. Ja również musiałem jakoś przetrwać i może nie miałem aż tak ciężko jak ty, lecz również nie było łatwo. Ojciec sądził że też mogę być mutantem, musiałem ukryć ten fakt i zaniechać wszelkich działań o rozmów o Tobie. - Zaczął powoli ze swoją opowieścią. Cóż, najwidoczniej musiał podzielić się z nim swoją częścią historii – Ojciec… Ojciec bardzo się zmienił po tym jak uciekłeś. Uświadomił sobie że gdy straci mnie po jego śmierci cały majątek się rozpłynie. Zaczął zwracać na mnie więcej uwagi, ba raz nawet byliśmy na rybach! Powinieneś zobaczyć jak wylądował twarzą w błocie bo ryba wyrwała mu się z rąk! - Zaśmiał się cicho. Wiedziałem że nie robi tego bezinteresownie, oboje wiemy jaki jest. Wiedziałem iż jeśli chcę kiedyś cię znaleźć muszę grać w jego gierki. Po liceum poszedłem na studia prawnicze, co by bardziej wkupić się w jego łaski. Ciągnąłem od niego tyle pięniędzy ile się dało, część odkładałem na osobne konto. Dick westchnął. Wiedział iż jego opowieść nie jest równie dramatyczna co Michaela nie mniej jemu również było ciężko. Cały ten czas musiał udawać ze jest kimś innym niż naprawdę, że uważa Mike'a za zdrajcę, podlizywać się ojcu by tylko zrealizować swój cel. - Chciałem wyrwać się w końcu z jego wpływów i móc zacząć szukać cię na poważnie. Po studiach obyłem praktyki w biurze ojca, ba nawet udało mi się go namówić na klika spraw w obronie mutantów. Wiedziałem że sam dobrowolnie mnie nie puści spod swoich skrzydeł. Zacząłem więc przekonywać go iż dobrze by było rozszerzyć działalność firmy, wiesz więcej kancelarii więcej pieniędzy. Rok zajęło mi przekonanie go do otworzenia kolejnego biura w Seattle. Wiedziałem ze dużo się tu dzieje z mutantami, sądziłem że to będzie dobre miejsce do startu. Ojciec przydzielił mi przełożonego, wynajął mieszkanie i chwali się na prawo i lewo że jego syn chce kontynuować jego „misję” Tu prychnął z pogardą. - Mike, ja zbierałem te pieniądze dla ciebie. Chciałem wynająć detektywa który spróbował by cię wyśledzić albo chociaż dowiedzieć się od innych czy cię nie znają. Nie mogłem inaczej. Gdybym i ja uciekł z pewnością wysłaliby kogoś i za mną i za Tobą.- Zakończył swoją opowieść po czym napił się coli i wziął do ust kolejny kawałek pizzy. Często jadł gdy był zestresowany a teraz z pewnością bał się reakcji swojego brata na tę opowieść. Przyglądał się uważnie temu, jak Mike zareaguje na jego słowa.Michael Ryan - 2018-06-05, 19:44 Jeszcze czując pod powiekami łzy, dął tym razem mówić bratu. Nie zamierzał mu przeszkadzać tak jak on. Wkurwiała go jednak jego postawa, wkurwiało go wszystko. Życie było zupełnie niesprawiedliwe, a przyczyną tego nie był jego brat czy też inne czynniki, tylko brak zrozumienia, ze ludzkość przechodzi ewolucję. Pokazuje, ze mogą wznieść się wyżej i to był problem w tym, że nieobdarzeni po prostu zazdrościli lub bali się, ze przestaną w ogóle istnieć.
Teraz jednak Michael Ryan słuchał opowieści z punktu widzenia brata, kiedy skończył postanowił mu na wszystko już spokojniej odpowiedzieć. Starał się emocje zachować na wodzy, ale znając siebie znów albo palnie jakieś głupoty, albo będzie zbyt szczery.. Oj oboje mieli to w genach, ze byli za szczerzy, a przez to słowa często po prostu bolały.
- Na pewno bym ślepo nie uwierzył rodzicom. Nawet widząc matkę w histerii. - Spojrzał mu w twarz – Znając mnie i mój temperament w nocy bym się wymknął i spierdolił by cię szukać. Zawsze byliśmy różni i każdy z nas podchodził inaczej do sprawy. I tak masz rację mogłem cię poszukać, ale nie myślałem o tym w tamtej chwili, miałem szalone 15 lat i właśnie usłyszałem jak moja matka dzwoni, bo mają niebezpiecznego mutanta w domu i boją się o własne życie. Dlatego chciałem być jak najdalej, by mnie nie znaleźli, dlatego zostawiłem naiwnie list. Bałem się po prostu się bałem o swoje życie, a człowiek w sytuacjach stresowych robi dziwne rzeczy. Dlatego od tamtej chwili zmieniłem się, nie chciałem być takim pieprzonym tchórzem walczącym o swoje nic niewarte dla niektórych życie. - oparł czoło na swojej dłoni – Naprawdę nie chciałem cię zostawiać, nie przewidzieliśmy tej sytuacji, nie wiedziałem tez, ze rodzice z automatu zareagują... Byliśmy głupimi nastolatkami Dicky... - dodał z lekkim smutkiem w głosie.
Byli tylko dziećmi, dlaczego mieli sobie wyrzygiwać i się kłócić to co robili jako nastolatkowie... To wszystko była wyłącznie wina ich rodziców, ze mieli lipne dzieciństwo i jeszcze bardziej lipne, ze nienawidzili mutantów... Każdy z nich podejmował wtedy decyzje by uratować swój tyłek, tak jak Mike ucieknięciem, tak Dicky tym, że się podporządkował.
- Ja naprawdę przepraszam, że nigdy nie wróciłem pod drzwi i cię nie zabrałem ze sobą. Ale tak jak i ty, nie zaniechałem poszukiwań, czułem, ze... Czułem, ze kiedyś się jeszcze spotkamy. Myślałem wciąż o tobie, moje myśli biły się codziennie w głowie. Dlatego ciesze się, ze żyjesz bracie, nawet jeśli zacząłeś przypominać ojca. - westchnął – W mimice, ruchach i wyborze pracy... - dodał czując coś ala żal – Ale nie mogę uwierzyć, ze namówiłeś ojca, byś mógł bronić mutantów... Przecież to on najwięcej z nich wsadził za kratki w naszym mieście... Aż tak ci zaufał, ze zmienił swoje postępowanie? Nie chce mi się nawet w to wierzyć...
Nie Mike, nie był zazdrosny o ta nagłą zażyłość Richarda i ojca, był po prostu wstrząśnięty tym wszystkim. Tym, że mówił, iż chciał go znaleźć i zbierał na to fundusze. Tym, ze miał go teraz przed sobą. Tym, ze jeśli miałby wybrać między nim a nową rodziną, to by się pogubił.... Tak bardzo chciał by przyłączył się do Bractwa... Ale czy by umiał żyć z nimi pod jednym dachem, czy wytrzymałby te nieoczekiwane wybuchy, koszmary, dziwne latające rzeczy, jak ktoś się na siebie tam wkurzy? Ktoś kto zagląda ci w umysł czy też szczuje małą myszką... Czy odważyłby się walczyć w imię wolności, czy odważyłby się zabić za praktycznie obcych mu ludzi?
- Dlatego, że tu tyle zamieszek jest wybrałeś to miejsce jako kancelarię? - spytał, w końcu na nowo pochłaniając kawałek pizzy.Rick Ryan - 2018-06-05, 22:31 Niestety tego ani on ani jego brat nie byli w stanie zmienić. Życie od zawsze było, jest i będzie niesprawiedliwe taki był jego urok. Dwóch pokrzywdzonych i wkurwionych na to że ich życie nie potoczyło się tak, jak chcieli. Że zostali rozdzieleni na tyle lat, nie wiedząc nawet czy drug z nich jeszcze żyje, czy już nie.
Richard prychnął na następne słowa swojego brata.
- Naprawdę sądzisz, że histeria matki sprawiła że uwierzyłem? Proszę cię Mike – Oboje doskonale wiedzieli w jakim stanie była kobieta, odkąd zmarł środkowy z trojaczków. Bardzo często popadała w histerię, dlatego nie była to też bardziej przekonująca reakcja.- Mike, to ojciec przekonał mnie że się nas wyrzekłeś. Nie widziałeś go tamtego dnia. Gdyby nie leki na uspokojenie byłby w jeszcze gorszym stanie niż nasza kochana matka – Wyznał. Sam w tamtej chwili był w wielkim szoku, ich ojciec zawsze wydawał się być marmurową rzeźbą, nie wzruszoną, tak jakby tylko przebywał z nimi ciałem a umysł miał oddalony o kilkaset kilometrów. Westchnął na kolejne słowa brata. Owszem, byli dziećmi jednak do tej pory Dicky nie umiał mu wybaczyć tego iż go zostawił. W końcu mieli być dwójką superbohaterów tak? Robin nigdy nie zostawiłby Batmana….
- Też się cieszę że w końcu udało nam się znaleźć. Westchnął na wzmiankę o tym, iż przypomina teraz swojego ojca. Cóż, z kim przystajesz takim się stajesz. Niektóre sytuacje wymagają poświęceń. Jest fatalnym ojcem ale za to jednym z najlepszych prawników, musiałem się od niego uczyć by osiągnąć mój cel. Powiedział, po czym przetarł dłonią oczy. Męczyło go to wieloletnie udawanie jednak trzeba mu było przyznać, iż jest naprawdę dobrym prawnikiem.
Na kolejne słowa brata zaśmiał się tylko.
- Tak naprawdę to nie było takie trudne. Ojciec najbardziej ceni pieniądze. Uświadomiłem go że doradzając prawnie mutantom za wyższą cenę możemy całkiem dobrze na tym wyjść, poprawi się opinia o naszej kancelarii jako „bezstronnej ostoi dla pokrzywdzonych” no i że będzie miał największy wpływ na to, kogo należy ukarać a kogo nie, dodałem jeszcze kilka słów o tym iż będzie niczym bóg i poszło. Sam stwierdził że jak coś mu nie podpasuje będzie mógł donieść rządowi bądź nawrócić zwolenników mutantów i jakoś przeszło.. Cóż, Richard sam nie do końca wierzył iż faktycznie udało mu się namówić ojca na coś takiego, nie mniej chyba nie było takiej rzeczy któej nie zrobiłby żeby powiększyć rodzinny majątek. Richard zamyślił się na chwilę.
- Tak. Słyszałem o jakimś obozie dla mutantów w okolicach Seattle plus głośno było w telewizji o zamieszkach co dawało dobrą przykrywkę dla ojca. Powiedziałem mu iż w takim miejscu pomoc prawna zawsze się przyda a my zwiększymy dochody i wyrobimy sobie renomę po tym jak „wybiją te cholerne mutanty”. – Odpowiedział po czym dokończył swój kawałek pizzy i zabrał się za następny. Cóż, trzeba było przyznać iż Rich nieźle sobie to wszystko wykombinował. Jego działania były o wiele lepiej zaplanowane niż działania jego brata, to wiedział na pewno.
- A Ty? Jak tu trafiłeś?Michael Ryan - 2018-06-05, 23:09 Nie wierzył, ze histeria matki go przekonał i jak mówił wierzył bardziej w ojca. On sam powiedział do matki „dzwoń”, co prawda wszystko ona mówiła, ale była często marionetką w rękach ojca, a przynajmniej takie odnosił wrażenie Mike. Nie zał ojca od strony strachu przed dziedzicem, więc nie mógł sobie tego wyobrazić... Podejrzewał, ze jak widział trojaczki i trzech synów, to wymyślił sobie rozszerzenie działalności na więcej stanów. Niestety jeden zmarł, drugi okazał się czarną owcą, więc... Tak zgonił wszystkie swoje marzenia na Richa.
- Widocznie dałem mu powera rozpaczy i powód do strachu. - nieoczekiwanie się zaśmiał.
Naprawdę wiele by dał by widzieć tą minę ojca, oj wiele. Pozostało mu tylko z wizualizować sobie to w głowie.
- Nie żałujesz tych poświęceń? - odparł, po czym kończąc kawałek pizzy, oblizał paznokcie i ściągnął z ramion kurtkę, ukazując zwykły t-shirt z logiem supermana oraz o wiele bardziej rysujące się mięśnie na bicepsach niż u swojego brata – Ja bym nie chciał być taki jak on, nie potrafiłbym. Ale ja zawsze byłem ten narwany i niepodporządkowany. - dodał z lekkim śmiechem – ciężko by było mu mnie nastawić.
W tej chwili Mike zobaczył jak jego brat się przeciera, dopiero teraz dostrzegł jego zmęczenie malujące się na twarzy. Mike sam nie wyglądał lepiej, jakby się przyjrzeć jego twarzy to miał dość spore wory pod oczami, które były efektem niezbyt przespanych nocy. Jeśli miało się małą dziewczynkę pod opieką, której moc to sprowadzanie najgorszych koszmarów kiedy śpisz to tak się niestety wyglądało.
- No tak pieniądze żądza światem jak mawiał nam. - westchnął – Sztukę manipulacji to opanowałeś chyba do perfekcji bro. - roześmiał się - Ale co poradzić, pewnie staruszek się cieszył jak w końcu ma komu schedę swoją przekazać. Pewnie jesteś jego świecącym diamencikiem w oczku.
Mike mógł się cieszyć, ze Dicky nie słyszał chyba o tym co wczoraj się nadziało... Nie wiedział czy mówiono o tym w telewizji, zapomniał dziś zdobyć jakiejś gazety po drodze... Wiedział jednak od swoich, ze to była rzeź... Az na samą myśl robiło mu się nie dobrze, na myśl o tym, ze w szpitalu tyle bezbronnych istnień musiało zostać spalonych żywcem... A zamieszki były wcześniej, zabójstwo ich przywódczyni... Marsz pokojowy... Wszystko to sprawiło, ze przyciągnęło to miejsce Richarda.
- A ty dalej chcesz bronić słabszych? Pomimo tego, ze aktualnie przegrywają walkę w Stanach? - odparłem ciekawy jego odpowiedzi – Jak tutaj trafiłem? Po zamordowaniu mojego przyjaciela i mentora, musiałem opuścić wcześniejsze miejsce, a że Seattle nie było, aż tak daleko , to stwierdziłem, że tutaj rozpocznę znów nowy start.
Odpowiedział znów dość wymijająco. Podejrzewał, ze nie tego jego brat oczekuje, ale nie potrafił się przemóc by powiedzieć mu cokolwiek więcej. Dlatego chwile później pochłonął kolejne 4 kawałki pizzy w dość szybkim tempie.
- W ogóle dzięki za pamięć. - pokazał wzrokiem na pizze – W ogóle Dicky powiedz mi, że to nie jest twoje normalne menu w odżywianiu, bo naprawdę cię przybyło odkąd pamiętam. Dobrobyt w brzuchal leci, jeszcze żadna pannica czy tez kawaler nie będą cie chcieli i co to będzie. - roześmiał się – Chociaż za pieniądze można kupić wszystko. - nagle przemyślał sprawę.Rick Ryan - 2018-06-05, 23:54 Richard również się zaśmiał tylko po to by chwilę później pogrążyć się w swoich myślach.
Wiesz, ciężko mi powiedzieć. Nikt nie wie co siedzi w jego głowie, staruszek jest bardzo dziwny w obyciu, wierz mi spędziłem z nim masę czasu – Nie, wcale się nie przechwalał. Od wielu lat starał się rozgryźć to, w jaki sposób myśli ich staruszek nie mniej do tej pory mu się to nie udało. I chyba nawet przestał darzyć go niechęcią, jedyne co zostało to współczucie.
Pogrążył się na chwilę w swoich myślach. Nie wiedział jak powinien odpowiedzieć na to pytanie. Owszem, ciężko mu było to zaakceptować lecz koniec końców wcale nie skończył tak źle… No zwłaszcza jeśli porównamy go Michaela.
- Wiesz, ciężko mi na to odpowiedzieć. Z jednej strony ciężko było mi się przyzwyczaić. Z czasem jednak zrozumiałem że po tej stronie barykady zyskam o wiele więcej niż ciągle stawiając opór. No i zawód prawnika może nie jest zbyt ekscytujący, jednak zapewnia solidną przyszłość – Odpowiedział powoli ważąc swoje słowa. Cóż, jak bardzo mogą zmienić się czyjeś poglądy w ciągu zaledwie dziesięciu lat? Aż sam nie mógł uwierzyć że wypowiedział te słowa z takim przekonaniem. Cóż, w końcu taka była prawda, gdyby nie ojciec skończyłby pewnie gorzej niż jego brat.
- Och ja po prostu nauczyłem się z nim rozmawiać, nic wielkiego. Plus studia prawnicze uczą wielu ciekawych sztuczek – Tu puścił bratu oczko. Na wzmiankę o świecącym diamenciku zaśmiał się tylko. Cóż, sam by o sobie nigdy tak nie powiedział nie mniej wiele osób pewnie tak sądziło. Łącznie z jego obecnym przełożonym który tak naprawdę traktował go po części jak swojego szefa.
Co masz na myśli? Samym mutantom nie pomagam, większość z nich się ukrywa. Nie mniej po godzinach nie raz wspieram członków F.P.T.P zwłaszcza gdy potrzebują porady prawniczej. A Ty co robisz poza okradaniem ludzi? - Odpowiedział uważnie przyglądając się reakcji swojego przyjaciela. przykro mi że sprawy potoczyły się dla Ciebie tak, a nie inaczej - Dodał jeszcze słysząc iż stracił przyjaciela. Cóż, on po stracie brata raczej nie znalazł żadnych bliskich przyjaciół. Owszem na studiach nie raz upijał się z innymi jednak nie były to żadne wyjątkowe relacje.
Dicky zaśmiał się słysząc o pizzy i jego menu. Cóż, za bardzo Mike nie wyminął prawdy.
- Nie ma za co. Coś Ty! Jest jeszcze chińszczyzna, tajskie, indyjskie, texmex, burgerownie i to wszystko z dowozem ! - No cóż, każdy kto go znał doskonale wiedział iż nie posiada on smykałki do gotowania. Właściwie lepiej nie było go wpuszczać do kuchni, nie mniej pieniądze ojca sprawiały, iż spokojnie mógł stołować się w restauracjach bądź zamawiać jedzenie do domu.
- Och o to się nie martw, twój braciszek wie, jak sprawić by każda pannica była jego – Po tych słowach również puścił mu oczko.Michael Ryan - 2018-06-06, 00:35 Mike słuchał brata, tak musiał być dziwny, a skoro nawet Dicky tego nie wiedział, to musiał być dziwny do kwadratu. Może bardziej skryty? W tym momencie też zaczął się zastanawiać jakie cechy on miał po rodzicach, bo nie widział w sobie ani matki ani ojca, może po dziadkach? Tak z pewnością musieli być dziadkowie!
- Solidną przyszłość dopóki nie zostanie ujawnione, ze jesteś mutantem... - dodał z lekka smutną nutą.
Ile to już mutantów z różnych stanowisk wywalili i zniszczyli im życia... Mike nie potrafił zliczyć, ale pełno było takich przypadków. Starszy z nich musiał zdawać sobie sprawę z ryzyka jakie ciągle podejmuje. Oboje chcieli prowadzić normalne życie, a po kryjomu być superbohaterami. Jak widać każdy wybrał jedną z tych ścieżek, co mógł świadczyć garnitur jednego z nich i bluzka z superbohaterem drugiego. Tylko czy Mike był bohaterem? Czuł się bardziej niczym Robin Hood, zabierał bogatym by dawać potrzebującym, czyż to nie było szlacheckie posuniecie?
- Jakich ciekawych sztuczek? - spytał wpatrując się w brata z podniesioną brewką.
A potem tematy zeszły na te bardziej poważne. Mike w pierwszej chwili w pierwszych słowach brata, poczuł jakby coś złapało go za serce. A potem poczuł lekka ulgę, tak ukrywają się, bo rząd by ich wszystkich pozamykał w klatkach lub wystrzelał...
- Teraz pewnie będziesz miał masę roboty, zwłaszcza po tym jak zamknęli paru z waszych. - odparł
Młodszy Ryan zdał sobie sprawę, ze brat raczej na wojnę nie pójdzie, może weźmie udział w procesach, wesprze ludzi wspierających mutantów jakimiś pieniążkami, ale to wszystko. Zdawał sobie sprawę, że nie przeżył tego wszystkiego co tez on, by zmieniło to jego podejście. Mógł być jednak szczęśliwy, że popierał sprawy mutantów i nie przyjął ideologii ojca, a przynajmniej mógł mieć taką cichą nadzieję. Co prawda nie wyczuł od niego kłamstwa, powinien to czuć jakby coś się działo, kiedyś tak mieli... Ale teraz nie wiedział, czy ta nić która zawsze łączy bliźniaki czasem nie zniknęła.
- Co robię poza okradaniem ludzi? Staram się żyć z dnia na dzień i pomagać słabszym. Czyli można powiedzieć, ze dokładnie to samo co ty, tylko w trochę inny sposób. Ale przede wszystkim staram się żyć, nie chce już więcej stracić bliskich mi osób. - pomyślał w tej chwili o Ronnym i Fay, z którymi był dość mocno zżyty w bractwie. Tak naprawdę w kieszeni kurtki dalej miał paczkę papierosów, której nie dał Ronniemu ostatnio...
Mike jednak oczywiście powiedział to wszystko pod wpływem chwili, nie przemyślał tego co mówi. Nie lubił tego w sobie, ze czasem szybciej mówi niż pomyśli, dlatego zamierzał nie kontynuować więcej tego tematu. Przytaknął tylko ze smutną miną na jego słowach o przykrości. Mu też było cholernie przykro i bolało go gdzieś tam w środku. Pomimo tego, że starał się być twardym, to nie był człowiekiem pozbawionym uczuć czy też emocji.
- Czyli odżywiasz się podobnie do mnie, a popatrz jaka różnica w naszej figurze. - Oj tak specjalnie dokuczał bratu, ale tylko troszeczkę, bo po chwili słysząc jego słowa uniósł brwi do góry. - Taki lowelas się z ciebie zrobił? Tak więc masz teraz jakaś dziewczynę czy też ile masz za sobą związków? - dopytał naprawdę tym tematem zainteresowany.Rick Ryan - 2018-06-06, 12:07 Mężczyzna wzruszył tylko ramionami na słowa swojego brata. Doskonale wiedział, jakie jest ryzyko. Wiedział jednak również iż był dobrze zabezpieczony na ten wypadek. Posiadał lewe papiery i kupę kasy na wszelki wypadek, a gdy to by nie poskutkowało nie miałby problemu by samemu skończyć swój żywot.
- Umrę tylko i wyłącznie na własnych warunkach braciszku – Nie miał zamiaru zdradzać Mike’owi całego swojego planu, o wiele lepiej było gdy nie wiedział zbyt wiele w końcu gdyby go pojmali Dick będzie miał o wiele większe szanse na wyciągnięcie go z tego bądź uratowanie własnej dupy. Och czyżby doszło już nawet do tego iż bliźniaki dbali bardziej o samych siebie i zapominali o tym drugim? Cóż, całkiem to możliwe po tylu latach rozłąki. Richard wcale nie czuł się jak superbohater. Praca prawnika przypominała bardziej ciężką pańszczyznę niż ratowanie pięknych kobiet z opresji.
Dick machnął ręką na zapytanie o sztuczki.
- Takie tam, małe sztuczki przydatne przy przesłuchiwaniu, nic wielkiego - Naprawdę nie miał ochoty teraz o tym rozmawiać. Już chciał mu nawet powiedzieć że mógł wybrać lepsze studia gdy przypomniał sobie iż jego brat nie skońcyzł nawet liceum. Zamknął usta pizzą, dając tym samym do zrozumienia iż to nie temat warty rozmowy.
Wiesz, nie jestem w Seattle długo, zaledwie trzeci dzień. Nie do końca jeszcze znam wszystkich z organizacji, mamy mieć niedługo spotkanie wtedy pewnie dowiem się ile naprawdę mam roboty. – Odpowiedział całkiem poważnym tonem. Zawsze przybierał taki ton gdy chodziło o pracę i interesy. Mike chyba miał rację iż w bardzo wielu sytuacjach przypominał ich ojca, nie mniej był niemal pewien iż jest to spowodowane wykonywaniem tego samego zawodu. Im więcej prawników poznawał tym więcej podobnych schematów zauważał.
- Jakich bliskich? – Spytał z zaciekawieniem. Wydawało mu się to dziwne iż Mike użył tego słowa by określić kogoś innego niż ich rodzina. A może faktycznie brat się go już wyrzekł? Może faktycznie według Mike’a nie łączyły ich już żadne więzi? Cóż, bardzo możliwe.
- Wolę odżywiać się tak, niż na tym co ostatnio matka próbowała gotować – Tu skrzywił się na samo wspomnienie ich matki w kuchni – Och Wal się Mike, jakbym miał takie spalanie jak Ty wyglądałbym niebo lepiej niż Ty teraz – Odgryzł się bratu. Na jego kolejne pytanie zaśmiał się tylko.
- Czy ja wiem czy taki lowelas. Obecnie nikogo nie mam nie mniej było ich kilkanaście…Lub więcej. - Wzruszył obojętnie ramionami jakby to nic nie znaczyło. Cóż on zawsze sądził że to Mike jest tym, który ma dużo większe powodzenia niż on. W końcu to on był zawsze bardziej otwarty, wygadany i spontaniczny - A co z tobą braciszku? – spytał..Michael Ryan - 2018-06-06, 12:59 Skrzywił się nieco na stwierdzenie o umieraniu na własnych warunkach. Teraz kiedy znalazł brata, nie zamierzał dać mu umierać. Zamierzał dbać o niego i mu pomagać, po swojemu oczywiście i na ile będzie w stanie. Bractwo ciągle się przemieszczało, a coś czuł, ze dzisiejszy dzień utrudni trochę jego i tak już skomplikowane życie. Co prawda z nową grupą jest dopiero od ponad roku, ale zdążył się do niektórych ludzi przyzwyczaić. Lubili go za jego poczucie humoru. Parę razy wpierdol dostał za kradniecie dla zabawy rożnych przedmiotów kompanom. Można powiedzieć, ze zdecydowanie bardziej miał wyluzowane życie, poza wciąż obecnym strachem i dyszącym oddechu Dogsów na karku...Jednak jeśli miałby wybrać czy by chciał zostać z bratem czy z ludźmi, których śmiał nazywać po części rodziną, sam nie wiedział co by wybrał... Musiałby najpierw Richarda poznać na nowo, a przez tą godzinę czy też dwie nie mógł zawyrokować czy go na nowo poznał. Byli teraz zupełnie różnymi jednostkami.
Tak Mike nie ukończył szkoły, jednak uczył się. Nie tylko przetrwania, ale jego mentor, również go uczył, był byłym nauczycielem wiedział jak podejść do młodych ludzi. Życie jednak mutanta zawyrokowało, ze musiał uciekać na ulicę i z niej żyć. Może dlatego Mike, nie był aż tak głupi, bo zawdzięczał około 7-8 lat temu starszemu człowiekowi, który był mu niczym prawdziwy ojciec jakiego nigdy nie miał. Teraz Mike nie podjął tematu pracy, widział, ze jego brat nie był skory do mówienia, a on nie chciał naciskać.
- Zaleją cię robotą. - odparł, po czym otworzył puszkę i napił się łyka z niej – Tutaj wszędzie jest robota dla prawników jak w każdym Stanie czy też większym mieście.
Na jego kolejne pytanie ugryzł się w język. Zdecydowanie powiedział za dużo, o jedno czy dwa słowa... Ale nie mógł przestać myśleć tez o tych co na misję samobójczą wyruszyli i podłożyli mu creepy dziecko, wrabiając go w niańkę. Ciekawe jaką minę by miał Richard widząc Mike z małą prawdopodobnie 5 letnią dziewczynką... Pewnie mógłby dopisać sobie historię samemu...
- Bliskich osób. Po prostu. - wzruszył ramionami – Mam paru przyjaciół, to chyba nie żadna nowość. - potarł swój kark, czując się lekko zakłopotany tym pytaniem.
Nie chciał mówić o sobie zbyt wiele, za to z zakłopotania wpierdolił od razu całą pizze. Nie potrafił nigdy przy bracie kłamać, to był jego największy ból dupy. Myślał, ze wyzbył się tego przez tyle lat, ale cóż nawet jakby kłamał i tak by go rozpoznał, zatem nie mówił całej po prostu prawdy. Nie zmusi go do tego, by się nagle otworzył.
- Nauczyłbyś się sam. Może kiedyś jakieś proste danie ci ugotuję, mistrzem nie jestem, ale jeśli trzeba coś tam zrobię i jest to o dziwo w miarę jadalne! - odparł ze śmiechem, bo taka była prawda, ze w tak dużej grupie jakim jest Bractwo, gotowało się często wspólnie, jeśli było akurat z czego...
Na kolejne jego słowa o coraz większych liczbach ile to miał dziewczyn, zrobił wręcz zaskoczoną minę. No tak, studia zobowiązują do różnych rzeczy, nie żył już w cieniu jego optymizmu i umiejętności poznawania i zagadywania ludzi...
- Aż się wierzyć nie chce, że mój spokojny braciszek takie podboje robił i zapewne będzie robił. - odchrząknął.
Diabeł go musiał podkusić, by o to zapytać. Sam nie był jakimś mistrzem podrywu, co z tego, że umiał zagadać, ale jak dochodziło do takich sprawach to go najzwyczajniej wszystko krępowało... To nie znaczy, ze się w życiu nie całował. Mike jest imprezową osobą, często w klubach tańczy, nie raz tańczył nawet z tymi podchmielonymi laskami co się o ciebie ocierają i próbują zaciągnąć do łazienki na szybki numerek, ale on nie potrafił... To było ponad jego siły. Podejrzewał, ze by musiał wybić ileś naście litrów wódeczki na czysto, a może i najlepiej spirytusu, by w koncu alkohol na niego zadziałał i dodał mu tej pieprzonej odwagi w takich chwilach. Zazwyczaj jednak przy pocałunkach nasz młodszy Ryan po prostu drętwiał i spierdalał, więc pocałunki w jego wypadku takie gorące też nie były na mistrzowskim poziomie... I to nie znaczy, że tylko się całował z kobietami, parę razy nawet był w gej klubach. Dlatego twierdził, ze jest osobą biseksualną, a może był bardziej demiseksualny, skoro nigdy nie czuł do nikogo silnej chemii, bo nie potrafił zbudować z kimś emocjonalnej nici, na tyle silnej by się w nim zakochać i działać dalej.
- No ja nie mogę się taka bujną listą pochwalić. - dodał z rozbrajającym i szczerym uśmiechem
Mike wyciągnął telefon by zobaczyć godzinę, która jest, po czym jego twarz lekko się wykrzywiła. Może chciał zmienić temat, który sam zaczął, a może po prostu czas go gonił. Z resztą było przed 12... Obiecał Penny, ze wróci po 12 najpóźniej z reklamówką słodyczy... Miał zobowiązania, których musiał się trzymać.
- Wybacz bro, ale zaraz będę musiał się zawijać. Ktoś na mnie czeka i nie mogę go zawieść. - odparł z rozbrajającym uśmiechem wstając z miejsca i się przeciągając, pokazując tym samym lecącym od spodni do pępka czarne futerko – Naprawdę został bym dłużej, ale nie mogę, teraz wiem gdzie mieszkasz to wiem, gdzie mogę cię nawiedzić. - odparł ze śmiechem – No o ile nie chcesz zostawić mi numeru telefonu. - dodał, spoglądając na niego.
Mike miał dwie karty sim, które zmieniał, chociaż na dobrą sprawę mógł poprosić kogoś z bractwa by namierzali Dickyego... To tez nie byłby problem, by potem znaleźć jego kancelarię...Rick Ryan - 2018-06-06, 14:26 Richard prychnął.
- Oj nie krzyw się tak Mike! Każdy z nas musi liczyć się z taką opcją... – Powiedział tylko lekko podirytowany. Wiedział o co mu chodzi. On również próbowałby go uratować, nie mniej musieli liczyć się z tym, że może się to nie udać, że dopadną ich zanim ten drugi się dowie. Skończyły się już dla nich piękne i bezstroskie czasy a teraz, gdy znów siebie odnaleźli musieli liczyć się z tym, iż mogą się znów stracić. Oczywiście Rich wcale tego nie chciał, nie mniej nie mógł nic poradzić na myśl która zaświtałą w jego głowie iż jego młodszy brat może zostać skrzywdzony. W końcu szlajał się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim, był dużo bardziej narażony na niebezpieczeństwo niż Rich. Ech, i znowu będzie musiał wytężyć umysł by znaleźć jakiś sposób zapewnienia bratu bezpieczeństwa.
Westchnął cięzko na wzmiankę o pracy. Doskonale wiedział iż zostanie zalany pracą, w końcu mało który prawnik chce brać sprawy członków F.P.T.P on jednak nie miał żadnych oporów przez tym, tłumacząc zawsze iż na nich idzie najlepiej zarobić.
- Wiem ale to bardzo dobrze. Więcej pracy oznacza mniejsze narażenie na błędy – Odpowiedział tylko. Naprawdę nie chciał tracić czasu na rozmowy o jego pracy ze swoim bratem, poza tym, im więcej Mike nie wiedział tym lepiej było dla obojga. W końcu gdyby pojmano Mike mógłby przypadkiem wypaplać kilka słów za dużo, a na to nie mogli sobie pozwolić. - Nie powinniśmy rozmawiać o mojej pracy, wybacz. – Powiedział przepraszającym tonem. Nie chciał by jego brat czuł się wykluczony i jednocześnie obawiał się że to doprowadzi do czegoś złego. Badź wywoła wspomnienia o ich ojcu czego Mike raczej nie chciał.
Słowa brata zraniły trochę Richa. Dopiero w tej chwili dotarło do niego że oni, pomimo niemal identycznego wyglądu i krwi nie są już sobie bliscy. Po tych dziesięciu latach rozłąki nie było już między nimi nic, co sprawiałoby żeby mogli stwierdzić ze są sobie bliscy. Tak jakby ta więź, która kiedyś była pomiędzy nimi, przestała istnieć w momencie, gdy młodszy postanowił uciec.
- Cieszę się, że nie jesteś sam w tym całym bagnie – Mimo wszystko naprawdę się z tego cieszył. Doskonale wiedział jak ciężko jest być samemu w tych ciężkich czasach. W końcu od dziesięciu lat nie miał nikogo, komu mógłby w pełni zaufać. I naprawdę jakaś część jego osoby rozchmurzyła się, słysząc iż przynajmniej w tej kwestii jego bart radził sobie lepiej niż on, że wszystko nie było tylko i wyłącznie na jego ramionach.
Słysząc wzmiankę o gotowaniu roześmiał się tylko.
- Chyba jestem zbyt leniwy, nie mniej zgoda, następnym razem kuchnia jest Twoja! – Czy bał się że brat go otruje? Tak, oczywiście! W końcu on sam gotować nie umiał to też nie osądzał swojego brata o jakieś wielkie zdolności w tej kwestii. Zaufanie zaufaniem, nie mniej ogranicza się do przyrządzania jedzenia!
Jego kolejne stwierdzenie sprawiło iż Richard zaśmiał się pod nosem.
- Robiło się to i owo na studiach, mogę kiedyś dać Ci kilka wskazówek w końcu to ja jestem starszy i muszę przedzierać szlaki dla mojego młodszego braciszka – Powiedział po czym szturchnął go po przyjacielsku w ramię. Cóż, biorąc pod uwagę to, co prawdopodobnie musiał przejść jego brat wcale się nie dziwił iż nie skupiał się na dziewczynach, w końcu każdego dnia walczył o swoje własne przetrwanie.
Słysząc że jego brat ma zamiar się zbierać wstał, po czym poszedł do jednego z pomieszczeń. Przez krótką chwilę nie było go, lecz gdy wrócił trzymał niewielkie zawiniątko w ręce.
Szkoda ze musisz już iść. Bardzo się cieszę iż udało nam się znaleźć! -Zaczął, po czym wcisnął mu w dłoń zawiniątko kilkunastu studolarówek. Cóż, dla Richa nie było to wiele, jednak Mikowi mogło uratować tyłek, Trzymaj. Przydadzą Ci się i nawet nie waż się tego nie przyjąć. -Dodał z uśmiechem. Cóż, pieniądze ojca były też pieniędzmi Mike’a a Rich miał ich naprawdę bardzo dużo. Na słowa o telefonie zamyślił się na chwilę po czym pokręcił przecząco głową - Telefony są zbyt monitorowane, musimy z tym poczekać dopóki czegoś nie wymyślę. Wiesz gdzie mieszkam i zawsze jesteś tu mile widziany. Na moją wczęśniejszą prośbę na tym piętrze nie ma monitoringu. – Powiedział po czym podszedł do brata i przytulił go mocno. Uważaj na siebie bracie – Szepnął po czym poklepał go po przyjacielsku po plecach.Michael Ryan - 2018-06-06, 15:13 Mike rozumiał, że nie chciał rozmawiać o swojej pracy. Prawdopodobnie nie chciał mu dawać wspomnień o ojcu, ale i tak już przez ten krótki czas co spędzili, czuł jego obecność w środku swojego brata. Nie mógł uwierzyć w to jak oboje się zmienili, jak po prostu ich nić przeznaczenia się mocno rozplątała i nigdy nie wiadomo czy się znów mocno splącze. Nie mogli być tego pewni, ale młodszy Ryan wiedział jedno, ze teraz miał nowy obowiązek i chciał chronić brata, zapewne będzie osobą publiczną i tu też pojawia się problem.. Mimo, ze niby był pozornie bezpieczniejszy, tak naprawdę był bardziej narażony na ryzyko niż Mike, który chował się w cieniu.
Słysząc słowa o tym, ze cieszy się, ze nie jest sam, poczuł się dziwienie. Powinien się cieszyć, ale miał jakieś dziwne wrażenie, ze sprawił bratu jaką przykrość? On nie wyglądał teraz na kogoś co miałby przyjaciół, jak ojciec.. Tylko biznesowych i na pokaz.. Ale prawdziwych co by życie oddali za ciebie, było brak... Dlatego trochę czuł się winny tego wyprania z emocji przez Dicka.
- Zatem będziesz musiał się przygotować na piekło. - dodał lekko żartem.
Nie zamierzał otruć brata, ale podejrzewał, ze fajerwerków niczym z wykwintnej knajpki to to nie będzie... Do wykokszonych kucharzy nie miał się co umywać, ale proste dania potrafił zrobić...
- Zobaczymy, zobaczymy. - odparł na jego wskazówki, pomimo uśmiechu na mordeczce i tego, ze udało mu się uniknąć dalej tematu o jego nieudanym pożyciu seksualnym...
Po tym już na serio zarzucił na siebie kurtkę i przysłuchał się ostatnim słowom brata. Uśmiechnął się również ciepło, dopóki ten nie wstał i nagle nie dał mu w łapę gotówki. Jak na domiar złego czytał mu w myślach, bo naprawdę nie chciał tego przyjąć. Brudne pieniądze tatusia... Jeszcze tego mu brakowało, żeby pomyśleli w Bractwie, ze skroił coś większego... Dopiero teraz zaczął myśleć co się stanie jak ktokolwiek się dowie, ze zataił przed nimi, ze miał brata. Tylko Fay widziała o tym, bo w przypływie mocji opowiedzieli sobie o swoich rodzinach. To będzie ciężkie przeżycie dla Mike'a...
- Skoro nie mam innego wyboru... - odparł i schował pieniądze do kiszeni, niezbyt zadowolony z tego faktu – Zatem wpadnę. Podejrzewam, ze wieczornymi porami, wtedy będziesz w domu. A może los z nas zakpi i znów gdzieś na mieście się spotkamy. - dodał po czym odwzajemnił przytulanie i zmierzwił bratu ta idealną fryzurę. - Od razu lepiej wyglądasz. - zacmokał i puścił mu perskie oko – Ty tez uważaj na siebie i nie daj się wciągnąć w grę psów.
Po tych słowach w mig założył buty, łapiąc za klamkę promiennie jeszcze się uśmiechnął i Tyle go było. Biegł jeszcze do cukierni po słodycze, które obiecał Penny, a potem trzeba będzie wszystko na spokojnie przemyśleć. Ten dzień był dla niego ciężki, tak jak poprzedni dla całego Bractwa.
z/tRick Ryan - 2018-06-07, 12:46 Richard nigdy nie uważał się za osobę publiczną, dlatego też uważał się za bezpieczniejszego niż jego brat. W końcu miał dobre alibi i bardzo wpływowego ojca który z pewnością zainterweniowałby gdyby jemu, w jego pojęciu jedynemu synowi cokolwiek złego miał się stać. Przynajmniej miał taką nadzieję. Na obecną chwilę czuł się naprawdę bezpieczny, w końcu nikt nie wiedział że jest mutantem a i w środowisku prawników zaczynał być coraz bardziej poważany, bez względu na to jaką sprawę właśnie prowadził.
Uśmiechnął się na słowa o piekle.
- Och naprawdę nie wiesz co to piekło w kuchni. Przywiozę ci kiedyś cisto upieczone przez naszą matkę, to dopiero jest piekło! - Powiedział po czym roześmiał się. Cóż, w tym momencie akurat zazdrościł Mike’owi że nigdy nie musiał próbować co ta biedna kobieta wyprawiała w kuchni mimo iż nigdy nie miała zielonego pojęcia o gotowaniu, w końcu za ich młodości zwykle gotowała im babcia, a gdy ojcu zaczęło się powodzić wynajął panią do gotowania.
Richard nie miał zamiaru naciskać na swojego brata jeśli chodzi o zwierzenia. W końcu nie byli już sobie bliscy, nie mieli już w zwyczaju zwierzać się sobie ze swoich żyć czy przemyśleń i poza wyglądem nie mieli już nic, co by ich łączyło. Podobno bliźniaki są nierozłączne przez całe życie…
Nie, nie masz wyboru. Potwierdził stanowczo. Nie ważne do kogo te pieniądze należały, ważne że Rich czuł się lepiej z myślą że jego brat nie będzie głodował, bądź będzie mógł pozwolić sobie chociażby na nowe buty, doskonale pamiętał jak bardzo je zużywa przez jego moce, wiedział też iż jego brat uwielbia ich używać i robi to naprawdę często.
Richard wbił palec między żebra brata gdy ten zmierzwił jego idealną fryzurę. Mike doskonale wiedział ze Rick za tym nie przepadał.
- O mnie się nie martw – Dodał tylko po czym odrowadził brata do wyjścia by zamknąć za nim drzwi. W jego głowie walało się naprawę dużo myśli to też postanowił zrobić z tym to, co zawsze w takiej sytuacji.
Poszedł do pracy.