To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Karty Postaci - Nicoletta Pastodi

Anonymous - 2018-04-18, 17:55
Temat postu: Nicoletta Pastodi
Nicoletta Pastodi
urodzona w Huntsville (Alabama) 13 lutego 1995 roku, mieszka w Seattle od 3 lat, nie przynależy do żadnej frakcji, piastuje stanowisko ATCO (APS), wizerunku użycza Emma Stone
historia
Pieski małe dwa. Chciały przejść przez rzeczkę.
Nie wiedziały jak. Znalazły kładeczkę.
Kładka była zła. Skąpały się pieski dwa.

- piosenka dla dzieci


Pierwszym wspomnieniem, jakie Nico ma o ojcu, było topienie przez niego szczeniaków w rzece, niecałe 2 mile od jej domu rodzinnego. Pamięta, że szczeniaki piszczały, ona płakała, a ojciec milczał. Gdy skończył Nico spytała czy Bóg wziął je w opiekę. Nie, głuptasie. Zwierzęta nie mają duszy i nie obchodzą Boga.
Następnego dnia suka, którą dotąd mieli, też zniknęła. Burza rudej, kojąco pachnącej sierści jednego dnia merdała kitą, a drugiego jej miski i posłanie wylądowały w koszu przed domem. Ale samego zniknięcia mała bohaterka nie uświadczyła.
Była to lekcja numer jeden - to co cenne trzymaj z daleka od ojca.

Pastor Nathaniel Pastodi był duszą miasteczka New Hope, w którym przyszło się Nico wychowywać. Jako charyzmatyczny, przystojny mężczyzna budził zarówno podziw jak i respekt, natomiast w małym dziecku początkowo niepokój, natomiast wraz z biegiem lat - strach.
Wychowywała się w bardzo religijnym otoczeniu, ale nigdy w Boga nie wierzyła. Uczestniczyła we wszystkich wymaganych obrządkach posłusznie, ale ze znudzeniem. Szybko przekonała się, że nie warto było stawiać się ojcu, bo po prostu ją lał, a jego druga połówka nie robiła nic by temu zapobiec.
Lekcja numer dwa - nie sprzeciwiaj się zbyt często.

Mimo tego Nicoletta była pogodnym dzieckiem, nie dawała się łatwo złamać. Chętnie pomagała mamie - Elisabeth - w kuchni, dobrze się uczyła i nawet grzecznie bawiła z innymi dziećmi. Nie sprawiała większych problemów, pomijając oczywiście kwestie religijne, które były jak drzazga w oku jej ojca.
Gdy jako dziesięciolatka pierwszy raz założyła krótką sukienkę, podarowaną jej przez mamę, ojciec wpadł w szał. Skończyło się na krzyku i materiale przerobionym na szmatki, ale tę sytuację dziewczynka zapamiętała na długo. Nie rozpamiętywała przesadnie samego zdarzenia - było takie jak wiele innych, po prostu nieco głośniejsze. Nie warto było się przejmować, skoro i tak na wyciągnięcie ręki miała gotowe rozwiązanie.
Lekcja numer trzy - rób co chcesz, ale uważaj gdy patrzą.

Gdy miała 12 lat ojciec po raz pierwszy uderzył ją w twarz i był to przełomowy moment w jej dzieciństwie. Następnego dnia zaczęła zbierać pieniądze, bo uznała że nie ma na co czekać. Pół roku później tłumaczyła wychowawczyni, że to rozcięcie pod okiem to dlatego, że się przewróciła, a nie dostała talerzem w głowę. Tamten siniak na nodze to uderzenie w szafkę, a nie kijem, natomiast zabandażowana dłoń jest po rozbiciu lustra... Ale nie wspominała już kto ją na to lustro pchnął. Nathaniela Pastodi przestało obchodzić czy widać jakie ślady jego gniew zostawia na skórze latorośli, a skoro on mógł zmienić karty w czasie gry, to ona nie widziała problemu by uczynić podobnie.
Lekcja numer cztery - radź sobie sama.

Matka nigdy jej nie broniła, była wpatrzona w męża jak w święty obrazek, i nawet jeśli się z nim nie zgadzała to przyjmowała jego zdanie za decydujące. Nicoletta była rozdarta pomiędzy sympatią, a pogardą dla rodzicielki tak silnie uwięzionej w narzuconej jej roli społecznej. Z jednej strony Beth była po prostu miłą kobietą o dobrym usposobieniu, z drugiej zaś posłuszną kurą domową, która nigdy nie podniosła głosu na męża.
Lekcja numer pięć - nie bądź jak matka.

Mając 14 lat Nicoletta pierwszy raz uciekła z domu. Wakacyjne powietrze było duszne i przesycone wilgocią, a ona miała wystarczająco wiele pieniędzy by wyrwać się na wycieczkę do Nashville w stanie Tennessee. Zachłysnęła się miastem liczącym ponad pół miliona osób i na cztery dni zapomniała o suchej ziemi przed kościołem i zapachu wykrochmalonej koszuli. Bawiła się pysznie, pewnego wieczoru kończąc pod płotem Nashville International Airport w towarzystwie trzech śmiesznych gości, którzy marzyli o zostaniu pilotami gęsto lądujących Boeingów 737.
Ich wspólne marzenie zainspirowało ją do poszukiwania własnych. Nigdy wcześniej nie zastanawiała się kim w zasadzie mogłaby zostać, ani co się stanie jak skończy szkołę. Do tego czasu trwała w szarej rzeczywistości kwitując ją niewybrednym komentarzem lub wzruszeniem ramion. Czas zmian i burz nadchodził jednak nieubłaganie i należało wybrać ścieżkę tak, by jej później nie żałować.
Lekcja numer sześć - pracuj na swój sukces.

Gdy po czterech dniach w Nashville wróciła do domu, przywitała ją zmartwiona matka i wściekły ojciec. Nic nowego - i niczym nowym nie były też siniaki, które pojawiły się w miejscu tych, które zdążyły się wcześniej wchłonąć. Od tego czasu córka pastora zaczęła regularnie znikać z domu na weekendy. Każdy wolny dzień przeznaczała albo na zbieranie pieniędzy, albo na wyjazd. Wykonywała każdą odpłatną pracę, którą gotowi byli jej zlecić sąsiedzi. Zaczęła dostawać gorsze oceny w szkole, bo po powrocie do domu padała twarzą w poduszkę i usypiała jak zabita. Nie chwaliła się jednak rodzicom, bo wciąż utrzymywała się na przyzwoitym poziomie, a jej szkolni nauczyciele byli tymi samymi osobami, które wręczały jej parę dolarów za wyprowadzenie psa czy skoszenie trawnika.
Następne trzy lata były najbardziej intensywne z jej dotychczasowego dorobku. Odwiedzała każdy stan po kolei pragnąc skosztować wielkomiejskiego życia. Dziewczynę ze wsi fascynowało absolutnie wszystko co nowe i obce. Bezceremonialnie zaczepiała ludzi na ulicy, biegała po krawężnikach, odwiedzała knajpy i muzea, a co wieczór szukała schronienia na nadchodzącą noc.
Zdarzało się, że jeszcze na dworcu czy przystanku udało jej się zagadać odpowiednią osobę, która za parę dobrych słów, uśmiech i umycie naczyń pozwalała przespać się na kanapie. Bywało i tak, że sypiała w tirach, gdy kierowca był na tyle miły, że zaoferował jej podwózkę na trasie. Parę nocy spędziła też pod gwiazdami, gdy każda napotkana osoba mówiła "nie". Takie wieczory i poranki nie były złe, chociaż musiała uważać, by rozważnie wybrać miejsce spoczynku. Czasami pomagały jej osoby, które nie miały zupełnie nic. Ludzie bezdomni. Zostawiała im więc fragment swego niewielkiego zarobku za parę dobrych historii czy wskazanie taniego noclegu.
Nie każda wycieczka była tak różowa, ale to właśnie te przykre dodawały wszystkim wspomnieniom kolorytu. Kilkukrotnie uciekała przed nocnymi stróżami, parę razy poszczuto ją psem, a od czasu do czasu nie mogła wymacać w kieszeni portfela. Nikt jej nigdy nie pobił - uciekała zbyt szybko, a jedyna próba molestowania skończyła się pizdą pod okiem niedoszłego oprawcy. Miała więc sporo szczęścia, które jednak opuszczało ją za każdym razem gdy wracała do domu. Kary przyjmowała z pokorą, ale robiła się coraz bardziej zuchwała - wyjeżdżała również w wakacje i na święta. Coraz więcej, coraz dalej i na coraz dłużej. Czara goryczy przelała się gdy w grudniu 2010 wyjechała w środę, 22 grudnia, a wróciła dopiero po nowym roku.
Lekcja numer sześć - coś się kończy, coś się zaczyna.

3 stycznia był dniem, w którym przekonała się jak smakuje krew jej ojca. Nathaniel najpierw ją zwyzywał, potem pobił, a następnie zamknął w piwnicy. To był pierwszy raz gdy Nico zobaczyła w oczach swej matki łzy. Pierwszy raz coś rzeczywiście ją w sercu ruszyło, gdy jej skopane dziecko zostało siłą wepchnięte do zatęchłego pomieszczenia bez okien. Ten pierwszy raz nastąpił jednak zdecydowanie zbyt późno, by córka miała jej wybaczyć za lata odwracania głowy i wychodzenia z pokoju ilekroć działo się coś nieprzyjemnego.
To co wydarzyło się później na zawsze zostało między ojcem, córką, a chirurgiem, który z policzka tego pierwszego wyciągał żelazny krzyż. Nastolatka zazwyczaj znosiła ból z zaciśniętymi zębami, ale ten wieczór był inny. Krzyczała, ale nikt nie słuchał. Krzyczała, aż coś w niej pękło, bo w oczach ojca ogień nie gasł.
Zniesławiała go swym istnieniem od dnia, w którym spytała o rude szczenięta. Znieważała go znikając na całe dnie. Nie była już jego dzieckiem. Nie była potomkiem, którego pożądał i którego chciał ukształtować. Była personifikacją wszystkiego czym się brzydził i bardzo, ale to bardzo chciał dać jej to do zrozumienia.
Nicolette nie do końca pamięta co dokładnie się tego wieczoru wydarzyło. W jednej chwili próbowała zerwać z szyi ojca wiszący na łańcuszku łaciński krzyż, znak jego wiary, a w drugiej miała pustą dłoń przyciśniętą do jego policzka, zaś rzeczony przedmiot materializował się w twarzy tego, który ją spłodził. Niczym na spowolnionym filmie widziała pryskające spomiędzy jej palców kropelki krwi i strzępy tkanek. Była biernym widzem, który zamarł w tej scenie i nie opuścił jej do momentu gdy kroki jej ojca nie ucichły za drzwiami. Otwartymi drzwiami, co półprzytomnie zauważyła.
Dość rzec, że od tego momentu Nicolette traktowana była w domu jako intruz. Obrzydliwy wybryk natury. Nikt jej nie wyrzucił, a jednak atmosfera zmieniła się w taką, którą można było smakować nożem i widelcem. W czterech ścianach mogli się nienawidzić, ale przed obcymi należało udawać, że wszystko jest w porządku.
Po początkowym szoku Nico rzuciła się w wir wrażeń i nowych doświadczeń. Pracowała jeszcze intensywniej, a wszystkie pieniądze wydawała na wycieczki po kosztach. Miała ich wystarczająco by wyjechać, kupić coś do jedzenia i nie zawsze wrócić. Dorabiała więc w innych miastach rozdając ulotki czy pomagając na straganach ze zdrową żywnością.
Kiedyś zgarnęła z kuchni garść ziaren pieprzu i od tamtego czasu praktycznie zawsze miała jakieś w kieszeni. W wolnych chwilach, które zdarzały się głównie podczas podróży lub przerw w szkole, niepewnie próbowała wrócić do tego styczniowego wieczoru. Między palcami jej dłoni przeskakiwały źdźbła traw i ziarna pieprzu. Nie zawsze chętnie i nie zawsze w całości, ale powoli uczyła się panować nad nowo odkrytym talentem. Z biurek jej kolegów znikały więc długopisy i temperówki, by materializować się na parapecie, gdy nikt nie patrzył. Zachowywała się jak wyjątkowo niekulturalny złodziej, gdy po przerwie okazywało się, że wszystkie ołówki z klasy leżą w doniczce z eukaliptusem.
O kursie na kontrolera ruchu lotniczego dowiedziała się w zasadzie z przypadku, ale nie było jej trzeba długo przekonywać do wysłania aplikacji. W listopadzie 2012 roku zaproszono ją na testy ewaluacyjne, które nie sprawiły jej większych problemów. Dwa tygodnie później przeczytała maila z zaproszeniem na FEAST, a chwilę później na DART.
Weekendowe wycieczki do Oklahomy mocno nadszarpnęły jej budżetem, ale ufała, że inwestycja zwróci się w przyszłości. Gdy zadzwonił telefon informujący ją o zaliczeniu przezeń kolejnego egzaminu popłakała się z radości. Następnym etapem był assessment center, a po nim rozmowa kwalifikacyjna. Z eleganckich ubrań miała tylko komplet, w którym co niedziela musiała pokazać się w kościele, więc do FAA przyjechała w bluzie i jeansach, czym wprowadziła konsternację w ośrodku szkolenia. Przemaglowano ją od góry do dołu, wytykając wszelkie potknięcia palcem i próbując zdenerwować. Nie dała się jednak wyprowadzić z równowagi i na wszystkie pytania odpowiadała możliwie rzeczowo co najwyraźniej zrobiło wrażenie na instruktorach, bo dwa dni później dostała telefon z informacją gdzie ma się stawić na badania lekarskie i kiedy przywieźć papiery, by można było ją zatrudnić.
Rodzicom nie powiedziała absolutnie nic, od styczniowego incydentu nie rozmawiali zresztą zbyt wiele. Ojciec unikał jej spojrzenia, jakby w obawie, że złe nasienie przeniesie się z niej na neigo. W piątek wieczór zjadła z nimi kolację, natomiast o świcie w sobotę złapała autobus do Huntsville, skąd pojechała prosto do Oklahomy. Przez 11 godzin podróży przeglądała ogłoszenia o tanich mieszkaniach na wynajem, dzwoniła do właścicieli, bawiła się pieprzem, a potem spała i śniła sny o przyszłości. Jedynym śladem, jaki po sobie zostawiła w domu rodzinnym, była karteczka przyciśnięta magnesem do drzwi lodówki:
Boga nie ma. Nie szukajcie mnie.

I nie szukali, a przynajmniej ona nic o tym nie wiedziała. Obowiązek szkolny ciążył na niej do 16 roku życia i wtedy też zakończyła swą edukację. Miała parę miesięcy by wszystko dokładnie przemyśleć i uznała wtedy, że warto postawić wszystko na jedną kartę. Warto zaryzykować.
Do nowego miejsca zamieszkania miała ogromne szczęście bo trafiła na współlokatora, który nie tylko ją akceptował, ale też wspólnie z nią przeżywał wzloty i upadki. Cóż to były za dwa lata wspólnego mieszkania, gdy przedmioty pojawiały się, znikały, a czasem widowiskowo wybuchały! W końcu ktoś nie tylko pomógł jej się uczyć, ale też sam umiał robić takie rzeczy, od których szczęka dzwoniła jej o podłogę. Emocje szły w parze z alkoholem i dobrymi humorami pozwalając na różnorakie zbliżenia.
Do tego momentu ćwiczyła codziennie, bo była to potencjalna broń przeciw ojcu, ale póki nie spotkała drugiego mutanta praktycznie się nie rozwijała. Potem poszło jak z górki. Przede wszystkim nie musiała aż tak się ograniczać, mogła sięgać po coraz to większe i bardziej skomplikowane przedmioty. Kubek, butelka, segregator i pół krzesła. Świat stanął przed nią otworem. Usiadłby, gdyby to pierwsze krzesło trafiło do niej w całości. Ale nie od razu Rzym zbudowano!
Nicoletta pierwszy raz mogła zadowolona usiąść na stosie z dokumentami i stwierdzić, że hej - ma dom z prawdziwego zdarzenia. Co się zaś tyczy stosów dokumentów to towarzyszyły jej one przez całe szkolenie. Wszystkie możliwe wydruki ICAO, całe katalogi ze zdjęciami statków powietrznych, setki kartek z zapiskami na temat nawigacji, meteorologii, separacji oraz tego dlaczego o antenę to się można co najwyżej wypierdolić.
Dwa lata minęły jak burzliwy sen na pirackiej łodzi, gdy przyjaciel zniknął, a ona dostała do ręki licencję z wpisanym uprawnieniem na kontrolę zbliżania i skrzydła na drogę do Seattle Air Route Traffic Control Center. Klnąc pod nosem człowieka co znikł bez śladu wykonała rozpaczliwy telefon do dobrej duszy ze Seattle, która przygarnęła ją do rodzinnego domu tak, jak parę lat wcześniej na święta i przygodę.
Kolejny rozdział życia rozpoczął się, gdy pełną piersią odetchnęła w mieszkaniu wybranym wspólnie z najlepszą barmanką Hard Rock Cafe.
United 387 Seattle Approach, identified. Climb 5000 feet, continue runway heading.



charakter
Jeśli charakter Nico miałby opisać jeden wieczór to byłby to urokliwy zachód słońca przecięty gwałtowną burzą, niewielkim gradobiciem oraz niekontrolowaną gonitwą dwóch drobnych Cessn uciekających przed obszarem nieprzewidywalnej i nie dającej się kontrolować pogody.
Nicoletta jest stworzeniem z natury pozytywnie nastawionym do świata i wolącym rozwiązywać konflikty za pomocą metod pokojowych. Śmiech w końcu leczy, a nikt nie mówił, że nie może to być ten, który wzbudza się w piersi, gdy nie do końca trzeźwy kolega przeora beton twarzą. Mimo jednak tych złośliwych nut kobieta jest całkiem znośna w odbiorze. Introwertyków może nieumyślnie przytłaczać, ale prawdziwym ekstrawertykom nie dorasta do pięt. Tańczy na linie gdzieś pomiędzy i stara się wyciągać ze swych błędów wnioski. Czasem nie do końca mądre, ale jednak dające owoce.
Jest inteligentna, gdyby nie była nie mogłaby wykonywać swojej pracy, ale niekiedy jej sposób rozumowania przyprawia o ból głowy. Sprowadzona do parteru bywa złośliwa, ale stara się zrozumieć i wspomóc w potrzebie. Poproszona o wspólne płakanie do poduszki przyniesie jakiś beznadziejny film, czekoladę, paczkę chusteczek i totalnie nie będzie wiedziała co powiedzieć.
W przeciwieństwie do większości osób pochodzących z religijnych rodzin jest mało wstydliwa. Nie robi wielkiego halo z tego, że ktoś widział ją nago albo mniej lub bardziej przypadkowo macnął. Gorzej, że ruda się jeszcze może zainteresować oddaniem przysługi.
Jest trochę sentymentalna, ale etap z życia w domu rodzinnym odgrodziła od siebie grubym murem i na co dzień nie pozwala by przeszłość rzutowała na przyszłość. Trzeba żyć chwilą, bo jutra może już nie być.
W pracy Nic jest przede wszystkim zawodowcem. Prawdziwy kontroler nie siedzi na fotelu - on na nim leży. Prawdziwy kontroler nie dzieli transmisji na zjadliwe kawałki, on recytuje pół biblii i niecierpliwi się gdy pilot nie potrafi tego powtórzyć. Prawdziwy kontroler nie denerwuje się na stanowisku, chyba że właśnie usłyszał w słuchawkach MAYDAY MAYDAY MAYDAY i zrobiło mu się ciepło tam gdzie robi się zazwyczaj zimno, a zimno tam gdzie ciepło.
opis mocy
Nicoletta Pastodi jest aporterem. To znaczy nie golden retrieverem, ale człowiekiem, który sprawia, że rzeczy które były w jednym miejscu pojawiają się w innym przy jednoczesnym znikaniu z tego pierwszego. Totalny odjazd, grzeczny pies i masz smaczka. A teraz powtórz tylko powoli i zrozumiale.

Aportacja to zdolność do teleportowania do siebie przedmiotów. Zwyczajowo przedmioty te są aportowane do ręki, gdyż jest to psychicznie satysfakcjonujące, ale równie dobrze mogą one pojawiać się w bezpośredniej bliskości mutanta, którą to bliskość wyznacza przestrzeń do dwóch metrów wokół osoby. Nie ma sztywnej granicy zza której aportacja jest niemożliwa, bo w toku rozwoju nie została ona wyznaczona. O wiele łatwiej jest przyzwać ten sam przedmiot z sąsiedniego pokoju niż z drugiego końca ulicy, a co dopiero stanu.
By aportować Nico musi sobie dokładnie wyobrazić przedmiot, o który jej chodzi, skupić się na tym gdzie jest, dokąd ma trafić i... już. Nie ma żadnych wybuchów czy pościgów, żadnej mgły lub błysków światła. Rzeczy są tu, a potem tam. Wszystkie efekty specjalne dzieją się w jej głowie, gdy słyszalny tylko dlań cichy klik w tyle czaszki oznacza, że udało jej się zaaportować. Skutkiem ubocznym jest metaliczny posmak w ustach, który pojawia się niezależnie od tego czy udało się w pełni, częściowo czy wcale.
Jak wygląda częściowy sukces? Jak pół krzesła przed aporterem, a drugie pół w miejscu skąd miał aportować. Bardzo wiele zależy od dokładności osoby aportującej. Jeśli chcemy osiągnąć pełnię sukcesu to nie ma miejsca na błąd i Nico dobrze o tym wie. Niechlujstwo może mieć tragiczne lub przykre konsekwencje podobne do tych, z którymi spotkał się jej ojciec.
Jeśli więc zna aportowany przedmiot bardzo dobrze to nie zajmuje jej długo przywołanie jego właściwości w pamięci, a im więcej szczegółów zna - nie tylko wygląd, ale też faktura, smak czy zapach - tym większa jest szansa na powodzenie. Tendencja jest więc prosta - więcej szczegółów, przekładających się na lepsze szanse, buduje potężniejsze wyzwanie, któremu można sprostać, ale zostawia też więcej miejsca na pomyłki.
ciekawostki
• jest biseksualna i niespecjalnie pruderyjna,
• uwielbia psy chociaż nie uważa, że byłaby dobrą psią mamą,
• dobrze czuje się w towarzystwie zwierząt i te zazwyczaj też ją lubią (wcale nie dlatego, że je dokarmia, nieee),
• w kieszeniach jej ubrań często można znaleźć parę ziaren pieprzu,
• uwielbia dobrze zjeść,
• jest leworęczna,
• ma prawo jazdy kat. B i jest piratem drogowym,
• rok po przyjeździe do Seattle kupiła dwudrzwiowego, białego Jeepa Wranglera JK,
• dobrze zarabia, ale nie chwali się ile,
• gin z tonikiem uważa za napój bogów,
• śpi nago,
• ma prześmiewczy stosunek do kolegów ze służby kontroli lotniska, ale ilekroć ich odwiedza to kradnie im jedzenie,
• swój talent traktuje jak przydatne hobby.



Anonymous - 2018-04-19, 22:58

Zapraszam do sprawdzenia. Można krzyczeć, będę poprawiać! :D
Samantha Bartowski - 2018-04-20, 19:51

zerkamy cuś :oops:
Anonymous - 2018-04-20, 20:12

Spoczi, jeśli są błędy merytoryczne to chętnie poprawię. Plus mogłabym przy okazji prosić o zmianę nazwy użytkownika na imię i nazwisko postaci?

Dziękuję!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group