To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

zakończone - Shivali & James

James Reynolds - 2018-04-17, 22:09
Temat postu: Shivali & James
~12.02.2018r.
W małej kawalerce na przedmieściach Seattle panował półmrok. Wszystkie rolety były pozasłaniane, jedynie mała lampka ustawiona na stole dawała słabe światło. Gdyby ktoś obserwował to z boku, a jego wzrok przyzwyczaiłby się do panującego tu nastroju dostrzegłby mężczyznę siedzącego na kanapie i wpatrzonego... Właściwie nigdzie. Patrzył po prostu przed siebie, jakby widział tam coś naprawdę interesującego - choć przecież naprzeciwko niego znajdowała się tylko ściana zbudowana ze starych, niszczejących już cegieł. Z pewnością nie było to przytulne gniazdko, ale jemu wystarczyło. Najważniejsze, by było łóżko i lodówka w której można przechować alkohol.
Propo alkoholu... Wyżej wspomniany człowiek trzymał w dłoni do połowy pustą (choć optymista pewnie rzekłby, że pełną) butelkę wypełnioną wódką. Obrzydliwą wódką, która tak strasznie wykręcała mordę, ale akurat dziś mu to pasowało. Nic nie koiło jego nerwów tak dobrze jak wysokoprocentowe trunki.
O czym myślał aktualnie James (bo tak na imię naszemu bohaterowi)? Właściwie o wszystkim i o niczym. O tym co zwykle, o tej ogromnej ilości śmierci obecnej w jego życiu od wielu lat. Ponownie widział oczyma wyobraźni twarze wszystkich ludzi, których zabił. Nienawiść do samego siebie wzrastała z każdym dniem, uważał się za potwora, za bestię, która nie potrafi nic innego oprócz mordowania. Przecież... Wrócił do tego zaraz po powrocie z wojska. Nie potrafił inaczej, musiał to robić. Musiał zadawać ból, ponieważ do tego był stworzony. Jego lewa dłoń powędrowała do paska, do którego przymocowana była kabura, a w niej spoczywał nóż. Wolno przesunął palcami po jego rękojeści i przymknął na moment oczy. Ile razy te ostrze rozcinało skórę, ile osób zabił z jego pomocą? Kiedyś nawet ich liczył. Przestał, gdy ta liczba zrobiła się okrągła.
Zaczął drżeć, nie potrafił uspokoić głosów w swojej głowie, które ciągle przybierały na sile, teraz już właściwie wrzeszczały, słowa tych wszystkich martwych ludzi wbijały mu się w mózg niczym rozżarzone ostrza, rozrywały go od środka.
Podniósł do ust butelkę i przechylił ją wlewając w siebie naprawdę ogromną ilość alkoholu. Nic to nie pomogło, więc powtórzył tą czynność. Zakończyło się to odruchem wymiotnym, ale nic nie wydobyło się z jego ust.
Warto też chyba napomknąć, że był naprawdę pijany.
Odstawił butelkę na stolik obok niego i spojrzał na swoje drżące dłonie. Wyobraźnia zaczęła mu płatać figle, ujrzał je całe skąpane we krwi. Z jego ust wydał się ryk, a on podniósł się łapiąc jedną ręką za stół. Podniósł go jakby nic nie ważył, a stojąca na nim butelka rozbiła się. Trudno, miał drugą.
Mebel poleciał w kierunku jednego ze słupów podtrzymującego całą konstrukcję, rzucił nim z ogromną siłą, a ten roztrzaskał się na kawałki. Szybko pokonał dystans dzielący go od ściany i zaczął w nią uderzać pięściami - raz po raz, systematycznie. Chciał poczuć ból, potrzebował teraz bólu - fizycznego, miał nadzieję, że on stępi ten, który odczuwał psychicznie. Nawet nie zauważył, gdy jego kostki rozbiły się, a krew zaczęła kapać na podłogę. Dyszał ciężko, ale uderzenia nie ustawały, podobnie jak jego wrzaski, czy warknięcia.
Myślę, że mogliby dołączyć jego zdjęcie do słownika pod definicją słowa "Beznadziejny". Z resztą... Miał to słowo na swoim ciele w postaci tatuażu. Hmm.. Ciekawe dlaczego?

Shivali Nyberg - 2018-04-17, 23:32

Shivali już jakiś czas temu zorientowała się, że znowu przez przypadek nawiązała więź. Kiedy tylko to zauważyła, odruchowo chciała ją zerwać, zanim druga osoba na linii się zorientuje, przecież mogłaby mieć z tego powodu problemy, w końcu nigdy nie wiadomo na kogo trafisz... Tyle że Shiv nie potrafiła tego zrobić. Może na razie ta więź nie była szczególnie silna, ale ona ciągle była w stanie wyczuć emocje od drugiej osoby, które jej się bardzo, bardzo nie podobały. Nie mogła tego po prostu tak zostawić. Nie mogła po prostu zostawić drugiego człowieka w takim miejscu, nie kiedy faktycznie mogła jakoś realnie pomóc. Tylko jak właściwie miała się za to zabrać? Starała się magicznie nie pojawiać w cudzych głowach, ludzie różnie na to reagowali. On mógł naprawdę różnie na to zareagować, przecież Shivali czuła, że nie było z nim najlepiej. Powinna coś zdziałać, ale nie mogła przecież się tak po prostu magicznie pojawić, prawda? Już od jakiegoś czasu starała się jakoś delikatnie zaznaczyć swoją obecność w jego świadomości, wracała myślami do tej więzi, chociaż nie nawiązywała bezpośredniego kontaktu. Starała się przesyłać pozytywne emocje, ale chyba tonęły w tym morzu nieszczęścia.
Robiła sobie kolację, kiedy zaczęła czuć coraz silniejszy ucisk na sercu, nieszczególnie intensywny, ale jednak zauważalny. Nie musiała się specjalnie zastanawiać, żeby dowiedzieć się od kogo on właściwie był. Próbowała przekazać coś dobrego temu nieznajomemu gdzieś po drugiej stronie, ale nieszczególnie dobrze jej szło, zwłaszcza że jego emocje były na tyle silne, że nawet przy tak słabej więzi zaczynały na nią oddziaływać. Ale przecież miała się nie mieszać, tak? Nie dopóki to mogło wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Trzymała się tej myśli, aż w końcu zaczęła czuć delikatne pieczenie na kostkach swojej dłoni. Cokolwiek się u niego działo, było naprawdę źle. Bił się z kimś? Może po prostu się na czymś wyładowywał? Nie ważne co to było, Shivali nie mogła stać bezczynnie. Nie mogła mu pozwolić nakręcać tę spiralę autodestrukcji.
Więź była słaba, ale kiedy Shiv się skupiła, była w stanie pojawić się w mieszkaniu mężczyzny, ciemnym i nieszczególnie przyjaznym. Wszystkie wrażenia były nieco odrealnione, mimo tego od razu mocniej zabolały ją kostki, poczuła jakiś okropny żal rozdzierający serce, ale też... alkohol. Dużo alkoholu. Dobrze, że ta więź nie była szczególnie silna,
Gdzieś na ziemi leżał zniszczony stół. Co tu się właściwie wydarzyło? Dziewczyna przez chwilę myślała, że nieznajomy mógł z kimś walczyć, ale był sam w mieszkaniu. Uderzał w ścianę, jak w jakimś amoku. Shivali podeszła kilka kroków w jego stronę, ale chyba jej nie widział.
- Hej... - zaczęła delikatnie dotykając jego ramienia.

James Reynolds - 2018-04-18, 07:20

W amoku James przestał zauważać cokolwiek wokół siebie, liczyły się tylko jego pięści, oraz wyimaginowany przeciwnik, który fizycznie był, ekhm... Ścianą.
Któreś z jego uderzeń skruszyło spory fragment cegły, jak widać to dość stary budynek, a może po prostu gniew dodał mu tyle siły?
Nie wiedział ile czasu minęło, odkąd zaczął uderzać, ale na pewno zbyt wiele. Jego dłonie były wręcz zmasakrowane, ale to wszystko niespecjalnie mu pomagało. Prawdpodobnie spędziłby na tej czynności jeszcze parę dobrych chwil, gdyby nie... Dziwne uczucie. Jakby czyjść wzrok na swoich plecach, ale to przecież niemożliwe. Usłyszałby, gdyby ktoś się wkradł do jego mieszkania. Nawet w takim szale - przeszkolenie wojskowe dawało efekty, podejście go było cholernie trudne. Następnie poczuł coś dziwnego na swoim ramieniu. Zupełnie jakby ktoś go dotknął, choć odczucie to nieco różniło się od 'normalnego' dotyku. Nie umiałby tego wyjaśnić, gdyby ktoś go spytał. Następnie usłyszał czyjś głos - z pewnością kobiecy, łagodny, spokojny głos.
Opuścił dłonie skąpane we krwi, szkarłatna ciecz zaczęła spływać z jego rąk na podłogę, a on powoli odwrócił się w kierunku kobiety.
Mogło to wyglądać dla niej dość przerażająco, na jego twarzy nie można było dostrzec niczego innego poza gniewem, a samo jego spojrzenie, cóż... Każdy kto spojrzał mu w oczy widział tylko jedno. Nieprzeniknioną pustkę.
Przyjrzał jej się dokładnie, jeden z jego wewnętrznych głosów powiedział mu, że nie powinien krzywdzić tej osoby, wyglądała na taką kruchą, delikatną, poza tym była nieziemsko piękna. Być może to jakiś jego anioł stróż, który po prostu opierdalał się przez większość życia, a teraz postanowił wziąć się do roboty?
Szkoda tylko, że gdzieś tam głęboko w środku jego duszy nie był ukryty jeden głos, a przynajmniej dwa. Ten drugi niestety był znacznie gorszy i częściej wygrywał z tym pierwszym. Dlatego też jego dłoń bardzo szybko znalazła się na wysokości jej gardła, a palce zacisnęły się na krtani - choć nie za mocno, to na pewno chciał pozwolić jej odczuć, że trzyma jej życie w swoich rękach. A raczej w jednej ręce.
Ponownie jednak miał dziwne wrażenie, jakby... Cholera, jakby właściwie nie trzymał nikogo, choć przecież ją widział, choć jego palce teoretycznie dotykały jej skóry...
- Kim jesteś!? - warknął tylko próbując wyrzucić z głowy te dziwne odczucia i skupić się całkowicie na niej.

Shivali Nyberg - 2018-04-19, 20:15

Shivali odruchowo cofnęła się o krok, kiedy mężczyzna odwrócił się do niej. Spodziewała się, że będzie wściekły, rozżalony i przerażony, przecież to tak dobrze czuła, ale nie mogła się przygotować na to dzikie spojrzenie, na te upiorne, zakrwawione ręce. To była jego krew, prawda? Z tych rozciętych kostek, Shivali będąc tak blisko jeszcze lepiej czuła to pieczenie, chociaż z pewnością nie tak mocno jak on. Ale mężczyzna nie zwracał w ogóle uwagi na ból, właściwie nie zwracał uwagi na nic poza swoim celem, kiedy wpatrywał się w nią tymi pustymi oczami.
Dziewczyna już otwierała usta, żeby się do niego odezwać, kiedy poczuła zaciskające się palce na swojej szyi. Odruchowo sięgnęła dłońmi do ręki mężczyzny. Musiała jakoś się uwolnić zanim jeszcze mocniej ściśnie jej gardło, zanim skończy jej się powietrze w płucach, ale wiedziała, że przecież miała marne szanse. On był od niej silniejszy i...
To nie działo się naprawdę.
Musiała sobie sama to przypomnieć. Chociaż czuła jakby miała czyjeś palce wokół swojej szyi, to przecież to nie było nawet w pełni realne wrażenie. Tak naprawdę Shivali cały czas stała w swojej przytulnej kuchni, zupełnie bezpieczna, mając nieograniczony dostęp do świeżego tlenu. Kiedy tylko będzie miała dość, będzie mogła wrócić, zniknąć stąd jak za pstryknięciem palców. Nic tutaj nie mogło wyrządzić jej prawdziwej krzywdy - a przynajmniej nie mogło, dopóki ta więź była taka słaba.
- Przyjacielem - odpowiedziała natychmiast, właściwie nie zastanawiając się nad tym, co mówiła. Po chwili dodała: - Chcę ci pomóc.
Nie miała najmniejszego pojęcia, czego mogła się spodziewać po mężczyźnie. Kolejnego ataku? Jakby wstrzymała oddech mentalnie się do tego przygotowując. Mimo wszystko, nie miała zamiaru odpuszczać. Ktoś musiał go przecież z tego wyciągnąć, a czy istniała do tego lepsza osoba od kogoś, komu nie mógł zrobić krzywdy?

James Reynolds - 2018-04-20, 08:05

Ten strach, przerażenie, które mógł dojrzeć w jej oczach, gdy jego palce zacisnęły się na jej gardle... Cholera jasna, widział taki wzrok tysiące razy, przeważnie w taki sposób patrzyły na niego osoby, które za moment miały stracić życie. Czy chciał ją zabić? Coś podpowiadało mu, że nie powinien tego robić. Mimo wszystko... Nie był pewien, czy potrafił inaczej. Pojawiła się tutaj niezauważona, a jeśli potrafiła to zrobić to oznaczało tylko tyle, że była niebezpieczna. Mało kto umiał się do niego tak podkraść...
Zerknął przelotnie na drzwi. Klucz był w zamku od wewnętrznej strony, pozostawał w pozycji poziomej - to oznaczało, że były zamknięte... Przeniósł wolno wzrok na okno - również zamknięte, rolety zasłonięte, a przecież usłyszałby dźwięk tłuczonego szkła.
Ponownie zawiesił wzrok na niej, po czym trzymając ją cały czas za gardło obrócił się w kierunku ściany, po czym przycisnął do niej dziewczynę.
Milczał oddychając ciężko, patrzył jej po prostu w oczy. Minęło parę chwil, a on zbliżył się do niej. Był tak blisko, że jego wargi niemalże dotykały jej ucha.
- Ja nie mam przyjaciół... - warknął, po czym ponownie odsunął się i po raz kolejny złapał z nią kontakt wzrokowy.
Jakby już kiedyś ją gdzieś spotkał, choć nie miał pojęcia gdzie.
Zaraz, zaraz... A może tak naprawdę jej tutaj wcale nie było? Może zwariował na tyle, że miał jakieś pieprzone halucynacje, a ta dziewczyna to tak naprawdę wizualizacja jego głosu rozsądku? O ile jeszcze posiadał gdzieś w sobie taki głos. Potrząsnął delikatnie głową, po czym powoli zabrał dłoń z jej gardła, jednak nie odsunął się. Jego ręka odruchowo powędrowała w kierunku pasa, a jego palce delikatnie musnęły rękojeść noża.
- Ciebie... Ciebie tu nie ma, prawda? Zwariowałem, dlatego Cię widzę... - powiedział już nieco spokojniej, o ile można było mówić o spokoju w jego przypadku.

Shivali Nyberg - 2018-04-21, 00:29

Kiedy w końcu oderwał od niej wzrok, Shivali przez chwilę była pewna, że odpuścił. Cokolwiek sprawiało, że musiał ją zaatakować, zniknęło. Nie mogła być przecież taka niebezpieczna, skoro oderwał od niej wzrok, prawda? Mówiła samą prawdę, nie chciała go zaatakować ani nic takiego. Chciała po prostu pomóc. Mężczyzna zaraz ją puści i będą mogli na spokojnie o wszystkim porozmawiać, prawda?
Ale jak na złość, mężczyzna ciągle trzymał rękę na jej gardle, a jakby tego było mało - przycisnął ją do ściany i znowu wbił w nią ten dziki, może nawet obłąkany wzrok. Shivali po raz kolejny musiała sobie przypomnieć, że nie ma jej tutaj, stoi bezpiecznie w swojej kuchni i kiedy tylko będzie miała dość, może stąd zniknąć. Mimo wszystko, ciężko było zachować zimną krew, kiedy tak wyraźnie czuła palce na na swojej szyi. Mężczyzna przysunął się bliżej, żeby warknąć jej do ucha. Aż za dobrze czuła od niego woń alkoholu, a to nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Nie było jej tutaj. Nie mógł jej nic zrobić naprawdę.
I nagle, po prostu, zabrał rękę z jej gardła. Shivali odruchowo sięgnęła do niej dłonią - to że dziewczyny tutaj nie było a wrażeniom daleko było do pełnej realności, nie znaczyło, że nie czuła bólu. Shiv przez chwilę miała wrażenie, że zrobili jakiś krok do przodu, bo chociaż mężczyzna był stanowczo za blisko niej, żeby mogła poczuć się bezpiecznie, to jednak już nie chciał jej udusić, tak? Zawsze to był jakiś postęp. Problem w tym, że ruszył ręką, a Shivali powędrowała za nią wzrokiem. Jakby nieznacząco dotknął noża, a dziewczyna po raz kolejny sobie przypomniała, że musi uważać. Z resztą, czego ona się spodziewała? Że mężczyzna po prostu jej zaufa? Przecież czuła w jakim był stanie.
- Nie zwariowałeś - zapewniła go od razu. - ...ale tak naprawdę nie ma mnie tutaj - dodała.
Nie była pewna, czy powinna go uświadamiać, że była mutantką. Nie miała pojęcia kim był i co myślał o takich jak oni, ale jeśli akurat należał do GC... Shivali w ciągu ostatnich kilku minut doskonale zdała sobie sprawę, że w takim wypadku z pewnością nie chciałaby go spotkać ani nawet zostawiać mu jakichkolwiek poszlak co do tego jak ją znaleźć.

James Reynolds - 2018-04-25, 18:53

Właściwie... Nawet, jeśli Shiv chciała z nim tak po prostu porozmawiać - on tego tak nie odczuwał. Nie był w stanie uwierzyć w to, że nagle pojawił się ktoś kto nie jest jego wrogiem. Traktował tak wszystkich - z pewną dozą agresji, oraz nieufoności. W jego mniemaniu każdy mógł być zagrożeniem, a on zawsze był przygotowany. Żołnierz idealny, czyż nie? No, może gdyby nie był taki jebnięty.
Tym razem jednak było kompletnie inaczej. Cały czas coś podpowiadało mu, że nie powinien jej skrzywdzić, jakby podświadomie wiedział, że ta osoba może faktycznie zmienić coś w jego życiu. Skąd się wzięło takie wrażenie? Może było to spowodowane alkoholem, a może tak naprawdę miał dość bycia samemu i chciał choć raz komuś zaufać - nawet minimalnie? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy.
Mimo tego, że przed sekundą jego palce musnęły rękojeść noża - nie zamierzał go używać. Nie dzisiaj.
Wysłuchał tego co powiedziała kobieta i przez kilka chwil nie odrywał od niej wzroku. Jakby dokładnie ją analizował, próbował wyczytać cokolwiek z mowy jej ciała - wiedział doskonale, że nasze zachowania czasami mówią o wiele więcej niż słowa.
Westchnął cicho i spojrzał na swoje dłonie, które całe były pokryte ciepłą krwią. Z porozcinanych kostek cały czas wydobywał się szkarłatny płyn i nawet trochę bolało, ale... Nie oszukujmy się - taki ból to nie ból. Przeszedł zbyt dużo w swoim życiu, by przejmować się takimi drobnymi rozcięciami. Wystarczyło tylko spojrzeć na jego ciało. Alegoria jego losu to tatuaże, blizny po kulach, czy po ostrzu noża, które tak często rozcinało jego skórę...
- Więc gdzie? - spytał tylko, po czym ruszył w kierunku lodówki odwracając się do kobiety plecami. Wyciągnął z niej kolejną butelkę wypełnioną alkoholem, po czym odkręcił korek i wlał w siebie sporą ilość czystej wódki. Skrzywił się lekko i przetarł wierzchem dłoni wargi - kompletnie zapominając o tym, że dłonie przecież pozostawały umazane we krwi. Dzięki temu teraz miał ją również na twarzy.
- Gdzie teraz jesteś, jeśli nie tutaj? - dodał odwracając się do niej i ponownie zrobił kilka kroków w jej kierunku.
- Poza tym... Mówiłaś, że jesteś przyjacielem. Nie mam ich zbyt wielu, a taką kobietę z pewnością bym zapamiętał. Skąd się znamy? Wódki raczej ze sobą nie piliśmy. - mruknął i uśmiechnął się, chociaż... Raczej przypominało to jakiś grymas.

Shivali Nyberg - 2018-04-27, 19:29

Shivali przez kolejną chwilę ciągle nie była pewna jak to się dla niej skończy. Mężczyzna ciągle był nieprzekonany, ciągle jej się przypatrywał i oceniał czy w ogóle może uwierzyć w to, co mu mówiła. To nie do końca miało sens, prawda? Pojawiała się znikąd, nie była do końca prawdziwa, mówiła mu że nie oszalał, chociaż widział, jak jakaś hinduska pojawia mu się w mieszkaniu. A gdyby tego nie było dość, to jeszcze mówiła, że tak właściwie, to jest w dwóch miejscach. Szalone, ale taka była prawda. Taki był ich świat i on teraz też mógł być w dwóch miejscach na raz. Oczywiście, on jeszcze o tym nie wiedział i Shivali nie była pewna czy w ogóle powinna go uświadamiać, w końcu sama widziała, jaki był niebezpieczny... ale mimo wszystko był częścią tego wariactwa czy tego chciał, czy nie. I chyba - chyba - przyjął to całkiem dobrze, bo po prostu wbił swój wzrok w te zakrwawione dłonie. Shivali przez chwilę była pewna, że mężczyzna nieco oprzytomniał i zaraz pójdzie się opatrzyć. Już się odwrócił, ruszył przed siebie... tylko po to żeby zatrzymać się przed lodówką.
- Co? - dziewczyna spytała nagle wytrącona ze swojego toku rozumowania, bezwiednie robiąc kilka kroków za mężczyzną. Naprawdę liczyła, że chociaż trochę oprzytomniał, a on po prostu poszedł po więcej wódki. I Shiv mogłaby przysiąc, że kiedy pociągnął łyk, poczuła delikatne pieczenie w gardle. Dobrze, że ta więź nie była szczególnie mocna. - To wszystko nie ma teraz znaczenia, kiedyś na siebie wpadliśmy. To co się liczy, to że chcę ci pomóc - odpowiedziała u, chyba przy okazji pomijając każde jego pytanie.
I naprawdę starała się to ignorować, starać się nie zawracać uwagi mężczyzny więcej niż jedną rzeczą na raz, ale im dłużej patrzyła na jego twarz, tym bardziej widziała te wszystkie upiorne, czerwone mazie dookoła jego ust, rodem z jakiegoś filmu o zombie.
- Masz krew na... - nawet nie dokończyła, po prostu wykonała jakiś niesprecyzowany gest w kierunku twarzy.

James Reynolds - 2018-05-22, 16:34

Oczywiście, że był nieprzekonany i źle do niej nastawiony. Na jego drodze nie pojawiali się dobrzy ludzie, tylko i wyłącznie Ci, którzy chcieli go skrzywdzić. Miał jednak nad nimi wszystkimi przewagę - potrafił krzywdzić o wiele dotkliwiej. Był urodzonym wojownikiem, człowiekiem, który przelał hektolitry krwi za... Najróżniejsze sprawy. Najpierw za kraj, a teraz w imię walki z mutantami, tymi istotami, które nie miały prawa żyć na tej planecie.
Więc dlaczego teraz, gdy w jego pobliżu znalazła się prawdopodobnie przedstawicielka tej rasy podludzi nic nie zrobił? Nie miał pojęcia. Część jego duszy wręcz krzyczała, jakiś głos w głowie podpowiadał mu, że powinien zacisnąć palce na jej głowie i wbić jej palce w oczy. Wcisnąć je głęboko w oczodoły i patrzeć z uśmiechem na ustach jak ulatuje z niej życie. Nie zrobił tego jednak i mimo tego morderczego spojrzenia z którym aktualnie ją obserwował... Nie chciał jej zrobić krzywdy.
Może dostrzegł w niej coś, co odciągnęło go od tego pomysłu? A może z powodu wypitego alkoholu nie miał już pojęcia, czy jest wytworem jego wyobraźni, czy jest tutaj naprawdę.
Po raz kolejny podniósł butelkę do ust i wlał w siebie kolejną porcję czystej wódki, która paliła jego wnętrzności. Był to jednak rodzaj przyjemnego palenia. Jakby wyżerała wszelkie bóle, całe to cierpienie. Wódka pomagała zapomnieć.
Oparł się o jedną ze ścian i obrzucił ją spojrzeniem od góry do dołu.
- Pomóc? Mi? Mi nie da się już pomóc. - wychrypiał, jego głos był zachrypnięty, zupełnie jakby ktoś pocierał kamieniem o kamień. Parsknął krótkim śmiechem i pokręcił głową z niedowierzaniem przenosząc wzrok na okno.
Słysząc jej uwagę o krwi na... Pewnie na twarzy przesunął po ustach rękawem. Dzięki temu, że wargi były zwilżone alkoholem udało mu się częściowo usunąć tą makabryczną czerwoną smugę ze swojej twarzy.
- Często widujesz krew? - spytał chcąc podtrzymać rozmowę. Może to dziwne, ale nie chciał by odchodziła. Jeszcze nie.

Shivali Nyberg - 2018-05-22, 22:32

Shivali cały czas była bardzo czujna. Nie miała najmniejszego zamiaru rozluźniać się choćby na chwilkę, nie kiedy nie miała pojęcia co James zrobi w następnej sekundzie. Nie mogła sobie pozwolić na chwilę nieuwagi jakby to wszystko nagle poszło bardzo źle. Przecież musiała być gotowa, żeby niepostrzeżenie stąd zniknąć, a gdyby mężczyzna zorientował się, co on sam potrafi dzięki mocy Shiv, musiała być przygotowana do zerwania więzi. Tak, chciała mu pomóc, ale nie miała zamiaru ryzykować, a przynajmniej nie kiedy miałoby stać się niebezpiecznie, a jej miała stać się krzywda. Przecież ciągle pamiętała jak zaciskał palce na jej szyi i nie chciała powtórki z rozrywki. Pomyśleć, jak o by się dla niej skończyło, gdyby tu fizycznie była. Na razie, póki wszystko sprowadzało się do bezpiecznej wizji, gdzie mogła co najwyżej czuć się źle, a jej ciału nic się nie działo, mogła to pchać, centymetr po centymetrze. W końcu żaden inny człowiek nie miał takich możliwości jak ona. Nie mogła ich ignorować, bo się czegoś bała.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, słysząc odpowiedź mężczyzny. Mogłaby powiedzieć naprawdę wiele rzeczy, sprawić, żeby w to uwierzył, zmienić jego nastawienie, przekonać go, że dla niej to nie będzie niemożliwe... ale nie zrobiła tego, On jej nie znał, nie miał najmniejszego powodu uznawać jej słów za wartościowe. Zamiast tego, Shiv odpowiedziała:
- Dlaczego tak myślisz?
Chciała wiedzieć. A poza tym, chciała, żeby z nią o czymś rozmawiał. Tak będzie łatwiej go do siebie przekonać, a przynajmniej tak się wydawało Shivali. Nie była mistrzynią w uspokajaniu niebezpiecznych żołnierzy, tak samo jak w przekonywaniu ich do własnego punktu widzenia. Ale przecież mieli mnóstwo czasu, a ona nie miała zamiaru rezygnować.
- Nie za bardzo - odpowiedziała mu zgodnie z prawdą. Jej życie było całkiem normalne, gdyby pominąć ten drobny fakt, że była mutantką. Nie oglądała krwi, ciał ani umierających ludzi i nie chciała tego zmieniać. Problem w tym, że chyba rzeczywistość miała dopaść ją pierwsza.

James Reynolds - 2018-05-22, 23:01

Prawdopodobnie była to dobra postawa. Powinna być czujna w jego towarzystwie. Dokładnie takim był człowiekiem - nieprzewidywalnym. Mógł z nią teraz normalnie rozmawiać tylko po to, by uśpić jej czujność i w następnej sekundzie zatopić ostrze noża w jej skórze. Sam również był gotowy na każdą ewentualność, gdyby postać znajdująca się przed nim była prawdziwa i miała złe zamiary - gdyby zauważył chociaż jeden ruch, który by mu się nie spodobał... Miła pogawędka mogłaby zmienić się w coś zupełnie innego. Nie wiedział przecież jeszcze, że kobieta może w każdej chwili zniknąć. Skąd miał wiedzieć?
Po raz kolejny mężczyzna uniósł butelkę, by wlać do przełyku solidną dawkę alkoholu. Skrzywił się delikatnie i przeniósł wzrok na flaszkę. Jeszcze sporo zostało... To dobrze. Wódka miała pomóc mu przetrwać jakoś tą noc, chociaż i tak był prawie pewien, że nie uda mu się zasnąć. Wspomnienia, koszmary... To wszystko uderzało w niego w dniu dzisiejszym ze zdwojoną siłą - czasami tak właśnie się działo, chociaż nie miał pojęcia czemu. Nie było na to reguły, po prostu bywały dni, kiedy czuł się znacznie gorzej. Czy były takie momenty, że nie myślał w ogóle o tym wszystkim? Nie. Niemalże w każdej sekundzie swojego życia widział te wszystkie twarze - ludzi, których zabił, oraz tych, których... Tych, których nie zdążył uratować.
Zignorował jej pytanie, odezwał się dopiero, gdy ona odpowiedziała na jego.
- Widzisz... Nie widziałaś. A ja widziałem jej zdecydowanie zbyt wiele. Zbyt wiele mam jej na rękach i właśnie dlatego nie można mi pomóc. Jestem potworem. Nawet teraz zastanawiam się w jaki sposób mógłbym najszybciej pozbawić Cię życia. Niemalże czuję jak zaciskam palce na Twojej szyi i czuję, jak uchodzi z Ciebie życie. Mimo tego, że nie... Nie chcę tego robić. - powiedział cicho nie odrywając wzroku od okna. Przerażające było to, że na jego twarzy nie pojawiły się żadne emocje, gdy mówił o tym w jaki sposób by ją zabił. Zupełnie jakby rozmawiali o pogodzie, czy czymś równie mało ważnym.
Napił się po raz kolejny i wreszcie na nią zerknął.
- Jak masz na imię..? - szepnął ledwo słyszalnie. Sam nie wiedział czemu, ale chciał to wiedzieć. I z niewyjaśnionych powodów jakaś jego część chciała, by ta dziewczyna tutaj została. Wydała mu się jakimś takim... Czymś po prostu dobrym. W pewien sposób jej obecność działała na niego kojąco, chociaż za cholerę nie umiałby wytłumaczyć dlaczego. Może z powodu alkoholu?

Shivali Nyberg - 2018-05-24, 22:50

Shivali poczuła charakterystyczne pieczenie w gardle, kiedy mężczyzna znowu pociągnął łyk wódki. Zabawne - w zasadzie nigdy nie piła wódki, nie licząc jej jednego fatalnego pomysłu kiedy miała osiemnaście lat, a mimo tego znała to uczucie i ten smak. Nie była pewna, czy powinna go powstrzymać przed piciem, ale nie chciała na razie robić zbyt wiele na raz, wystarczyło, żeby namówiła go na rozmowę... a poza tym, chyba się nieco bała co może zrobić mężczyzna, kiedy zabierze mu alkohol. Metoda małych kroczków. Na razie nieco go uspokoiła, teraz miała się nieco o nim dowiedzieć... Nawet nie musiał odpowiadać na jej pytania, wystarczyło, żeby coś jej mówił.
Mimo wszystko, kiedy słuchała tych jego słów wypowiadanych bez żadnych emocji, czuła jak włoski na plecach stają jej dęba. Powstrzymała się, przed odruchowym dotknięciem szyi. Tak naprawdę była w swojej kuchni, bezpieczna i jeśli tylko coś zacznie się dziać, mogła stąd zniknąć. Niczym nie ryzykowała.
- Jesteś człowiekiem. Ludzie nie są stworzeni do bycia potworami, do bycia złym; nie ważne jak bardzo próbowaliby to ukryć, zawsze jest w nich gdzieś dobro. W tobie też, chociaż może ciężko jest to zauważyć z tego ciemnego miejsca, w którym jesteś - odpowiedziała mu zupełnie szczerze. Naprawdę w to wierzyła. Nie ważne kim był, co zrobił... był człowiekiem. Jeśli on sam nie potrafił zobaczyć z czym się to wiązało, to ona tutaj była właśnie po to. I nie zamierzała odpuszczać, nie kiedy miała szansę tak wiele zmienić, sama pozostając zupełnie bezpieczna. Jeżeli po coś dostała tę moc od Boga, boga, wszechświata czy przeznaczenia, to był jej obowiązek, żeby w takich chwilach z niej korzystać. Nie mogła tego zignorować tak, jak nie mogła tego zaprzepaścić, nie ważne czy ona sama miała inne plany czy nie.
Shiv właściwie nie była pewna czy bardzie usłyszała, czy bardziej zorientowała się, co powiedział do nie mężczyzna. Nieistotne, liczyło się to, że on sam ciągnął rozmowę. To było dobrze, nawet bardzo dobrze. Dziewczyna naprawdę zaczynała wierzyć, że z tego może wyjść coś dobrego.
- Shivali - odpowiedziała mu. - A ty?
W zasadzie nawet nie miała pojęcia na kogo wpadła, jak się nazywał ani nawet skąd pochodził ten mężczyzna. Równie dobrze, mogła być właśnie gdzieś a drugim końcu kraju czy świata.

James Reynolds - 2018-05-25, 16:05

To charakterystyczne pieczenie w gardle przeważnie niosło ukojenie. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz alkohol pomagał mu jakoś przetrwać. Wyciszał wszelkie złe myśli, odsuwał od niego wspomnienia. Może nie pomagał znaleźć odpowiedzi, ale za to umożliwiał zapomnienie pytania.
Tyle razy obiecywał sam sobie, że wreszcie przestanie pić, ale jak widać na załączonym obrazku - nie potrafił dotrzymać tej obietnicy. Nic innego nie działało tak, jak wódka.
Nie odrywał od niej wzroku, gdy zaczęła mówić. W międzyczasie podniósł po raz kolejny butelkę do ust i ponownie poczuł ulgę, gdy palący płyn wypalał jego wnętrzności.
- Mylisz się. Nie wiesz kim jestem, nie znasz mojej historii. Nie wiesz do jakich rzeczy byłem zmuszany, ale to nie było najgorsze. W pewnym momencie... W pewnym momencie poczułem się jak Pan życia i śmierci. Zaczęło mi się to podobać. I wtedy właśnie zrozumiałem, że jestem potworem. - odparł dalej z kamienną miną. Pamiętał doskonale ten dzień. Prowadzili zakładnika, mieli go przesłuchać w bazie. James trzymał go mocno za rękaw, ale tamtemu udało się wyrwać. Zaczął uciekać, więc Reynolds ruszył za nim. Wreszcie go dogonił i położył na ziemię, przyklęknął na jego klatce piersiowej i wsadził mu lufę pistoletu do ust. Chciał... Chciał go tylko postraszyć, ale nie mógł się powstrzymać. Zajrzał mu prosto w oczy, uśmiechnął się i... Pociągnął za spust. Krew obryzgała jego twarz, ale on nie poczuł żalu, ani smutku, tylko... Coś innego. Satysfakcję. Ukarał go za to, że spróbował uciec.
Potrząsnął delikatnie głową, by odegnać to wspomnienie.
Zacisnął palce tak mocno, że aż zbielały mu knykcie i odetchnął kilka razy głębiej. Wbił spojrzenie w podłogę i uśmiechnął się lekko. Ciekawe... Dalej tutaj stała, mimo, że powinna już dawno zniknąć.
- James... Jestem James. - odparł szeptem kręcąc głową z niedowierzaniem. Dlaczego w ogóle jej się przedstawił?
Zwykle był przeciwnikiem ujawniania - nawet takich - informacji. Co się zmieniło? Sam nie wiedział.

Shivali Nyberg - 2018-05-28, 16:26

Shivali naprawdę nie podobało się to co słyszała. Tak jak myślała, nie było z nim najlepiej, ale ona stanowczo nie przywykła do słuchania takich odpowiedzi. Ona nawet nie miała pojęcia jak powinna postępować z weteranami. Bo przecież mężczyzna musiał być weteranem. Mówił o tym, że widział już za dużo krwi, za dużo jej miał na rękach... Wojna nikogo nie oszczędzała, ona tylko potrafiła niszczyć kraje, domy, miasta, ludzi. Dlatego Shivali tak twardo trzymała się swoich przekonań i nie miała zamiaru walczyć za pomocą fizycznej siły. To nie był jedyny sposób, żeby zmienić świat, a ona nie miała zamiaru ani odrobinę przykładać się do zniszczenia czegoś tak pięknego jak życie. Nie ważne jak okropne się wydawało, nie ważne jak było ciężko, to ciągle było życie. To były nieograniczone możliwości, a los prędzej czy później musiał się odwrócić. Wystarczyło tylko dotrwać do tego momentu i nieco mu w tym wszystkim pomóc.
- Bycie złamanym i zagubionym nie robi z ciebie potwora, po prostu kogoś, kto potrzebuje w swoim życiu nieco więcej światła - stwierdziła.
Nie miała zamiaru pozwolić mu tak o sobie myśleć. Jeżeli nie wierzył w to, że mógł coś zmienić, był z góry skazany na porażkę. Z resztą, Shivali nie była w stanie uwierzyć, że było aż tak źle. Tak, niektóre jego słowa sprawiały, że jeżyły jej się włoski na karku, nie mówiąc już o tym jak zaczął ją dusić... ale przecież ludzie nie byli potworami. Potwory mogły co najwyżej siedzieć w ich głowie i odciągać ich od wszystkiego co dobre i pozytywne.
I Shivali wyraźnie to poczuła, kiedy tak tutaj stała. Więź była za słaba, dziewczyna nie była w stanie powiedzieć o co dokładnie chodziło ani czy to ona była za to odpowiedzialna, nawet nie była w stanie określić tej emocji. Po prostu poczuła, że coś było nie tak. Pewnie to dlatego tak bardzo doceniła to, że mężczyzna jej odpowiedział i cicho się przedstawił.
- Miło mi cię poznać, James - powiedziała, wyciągając do niego rękę i delikatnie, choć dość ciepło się uśmiechając.

James Reynolds - 2018-05-31, 19:42

Taak, weterani byli z pewnością ludźmi ciężkimi w obejściu. Chociaż oczywiście każdy przypadek był inny - byli tacy, których wojna absolutnie niszczyła nie zostawiając w nich ani grama dobra. Byli inni, Ci, którzy względnie szybko do siebie dochodzili. Którym typem był James? Raczej tym pierwszym. Z pewnością to co przeżył zostawiło wiele blizn - i na jego psychice i na ciele.
Dobrze, że przynajmniej doszedł do wniosku, iż należy zakończyć służbę i, że nie powinien tam wracać, chociaż... Czasem go ciągnęło. Ta adrenalina związana z pobytem na polu bitwy, to coś czego nie dało się zastąpić niczym innym. Wtedy czuł się naprawdę sobą, teraz... Wiecznie miał wrażenie, że udaje kogoś innego.
Dobrze, że Shiv była inna - to dawało nadzieję na to, że da radę coś zmienić. Już teraz czuł płynącą od niej dobroć, spokój, oraz ciepło. Zupełnie jakby sama jej obecność potrafiła wpływać na niego kojąco. Dalej jednak nie potrafił zrozumieć skąd się biorą te wszystkie odczucia - przecież poznali się ledwie parę chwil temu w dodatku jej tutaj tak naprawdę nie było, nie? Cóż... Dziwna sytuacja.
- Tak naprawdę mnie nie znasz... Nie wiesz co robiłem, ani co robię teraz. Nie masz pojęcia. - powiedział trochę głośniej, niż to było potrzebne, ale przynajmniej już na nią nie warczał. Można chyba śmiało stwierdzić, że trochę się uspokoił. Dzięki niej.
Uniósł flaszkę do ust i upił kilka sporych łyków krzywiąc się lekko. Odstawił ją na blat, który znajdował się nieopodal i sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów. Rozpalił go za pomocą zapalniczki benzynowej, którą wydobył z drugiej kieszeni i zaciągnął się głęboko. Właściwie... Nie palił zbyt często, ale dzisiaj mógł sobie na to pozwolić.
Dziewczyna zbliżyła się do niego i wyciągnęła w jego kierunku dłoń, na co na początku nie zareagował - zerknął jej tylko prosto w oczy. Po chwili jednak wyciągnął do niej rękę i uścisnął delikatnie jej dłoń.
- Chyba jesteś pierwszą osobą, która uważa, że poznanie mnie to przyjemność. - mruknął cicho. Trzymał ją za rękę przez kilka dobrych chwil, aż wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że to trwa już zbyt długo, więc ją puścił.
- I ten... No, przepraszam za to, że chwyciłem Cię za gardło, wiesz... Nawyk.. - wybełkotał bardzo cicho. Właściwie... On nie przepraszał. Nigdy tego nie robił.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group