Samantha Bartowski - 2018-03-18, 15:31 Temat postu: YOLO - lipiec 2013Semestr się skończył, przyszła pora na wakacje letnie. Oh tak, tego nam było trzeba!
Bo to przecież wcale nie było tak, że większość ostatnich kilku miesięcy spędzałyśmy na zabawie. Znaczy... No, ja spędzałam na zabawie, bo Roseberry rzeczywiście trochę nad książkami siedziała. Chyba właśnie dlatego chciałam, żeby się trochę rozerwała. A czy może być coś lepszego, niż czysty, spontaniczny wypad za miasto?
- No chodź, rusz ten piękny tyłek i chodź! - Mruknęłam do niej nieco pretensjonalnie przewracając oczami i ciągnąc ją za sobą w kierunku wyjścia z miasta. - Ufasz mi? - Rzuciłam do niej w końcu, odwracając się i przystając na chwilę. W sumie... Nie wiedziałam, gdzie wylądujemy. Nie wiedziałam, co będziemy robić. Wierzyłam jednak w swoje umiejętności. No a poza tym... Czy miejsce miało znaczenie, gdy spędzało się czas w miłym towarzystwie? Wyciągnęłam paczkę fajek i wpakowałam sobie jedną między wargi, by po chwili zaproponować to również mej towarzyszce. Nie minęła chwila, gdy w moich dłoniach znalazła się również zapalniczka, by móc odpalić te tytoniowe uzależnienie...
Byłam ubrana w potargane jeansy, szeroką koszulkę z jakimś zespołem i zdecydowanie zbyt dużą bluzę dresową. Na głowie miałam czapkę z daszkiem a oczy przysłaniały mi okulary przeciwsłoneczne. Oczywiście, nie zapomniałam o wygodnym obuwiu, jakim były adidasy. Ricky też dałam tylko jedno - no, dwa polecenia. Ubierz się wygodnie, ale ładnie. Jeśli tylko mnie posłuchała, miałam już plan, jak ją lekko wykorzystać...
W plecaku wojskowym, który miałam zarzucony przez ramię, miałam schowany jedynie koc, butelkę z wodą, kilka kanapek i mistrza wieczoru, w postaci dwóch butelek z winem. No... I scyzoryk. Ale to chyba już była norma mojego wyposażenia. Za bluzą miałam też schowaną kartonową tabliczkę, której jakimś cudem brunetka wciąż nie zauważyła - prawdopodobnie zaaferowana całym absurdem tej sytuacji.
Wcześniej uprzedziłam moją kruszynę, że planuję dla niej wyjątkowy dzień i żeby szykowała się na wyjście w plener. Nie spodziewała się chyba jednak, że mówiąc to, wcale nie miałam na myśli parku w środku Seattle...Ricky Roseberry - 2018-03-18, 17:01 Nie wiedziałam co myśleć, gdy Sami od tak po prostu wystrzeliła z wyjściem. Dobra byłam szczęśliwa, że spędzimy razem trochę czasu, ale nie byłam przekonana do tego co zamierzałyśmy robić. Nigdy nie lubiłam niespodzianek, a teraz nie wiedziałam czego się spodziewać po zwariowanej Sami. Faktycznie może troszkę zaniedbywałam jakiekolwiek znajomości, ale zależało mi na zaliczeniu wszystkiego na uczelni. Byłam ciągnięta, przez co zmuszona by iść. Nie przeszkadzało mi to, bo przynajmniej czułam jej dotyk. Spojrzałam na kobietę, gdy ta zadała retoryczne pytanie. Uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- Głupie pytanie. Oczywiście że ufam, ale nie wiem na co się przygotować. - powiedziałam niepewnie i pokręciłam głową dziękując za papierosa. Nie chciałam palić. Nie gdy tak na prawdę nie wiedziałam co będziemy robić. Spojrzałam na moją Samanthe i uśmiechnęłam się do niej. Była typowo sobą. luźne ciuchy okulary czapka. Większość osób mogłaby pomylić ją z chłopakiem, ja za często się tak nie ubierała, chociaż lubiłam podkradać jej koszulki i bluzy. Byłam wtedy otulana jej zapachem i czułam się jak w niebie.
Tym razem postawiłam na ciemne rurki z jeansu, top który podkreślał moją figurę i koszule flanelową w kratkę. Nie miałam pomysłu w co się ubrać, a lubiłam taką kombinację ciuchów. Do tego oczywiście trampki. Czekałam i myślałam nad tym co ona też znowu wymyśliła i co miała w plecaku, bo mi nie kazała brać niczego. Oczywiście miałam ze sobą portfel telefon i paczkę gum, ale podejrzewałam że na nic się to nie przyda. Zobaczymy.
- Co ty wymyśliłaś? Zaczynam się obawiać, że chcesz mnie uprowadzić. - powiedziałam śmiejąc się i rozglądając po miejscu w którym jesteśmy. Byłyśmy w miejscu, którego jeszcze nie kojarzyłam. Dobra wiem wałęsałam się po Seattle, ale wszystkie miejsca wyglądają inaczej gdy jest dzień, a ja widziałam je podczas nocy.
Widziałam jak ludzie przechodzący gdzieś obok patrzyli na nas. Zawsze zwracałyśmy na siebie uwagę. Odróżniałyśmy się od "normalnych" ludzi, a w dodatku potrafiłyśmy bardzo odnosić się ze swoimi uczuciami, a niektórym to nie pasowało. Odeszłam od Sami na kilka kroków podchodząc bliżej ulicy na której jeździło trochę aut. Odgarnęłam swoje włosy do tyłu i zaśmiałam się widząc jak mężczyzna kierujący pojazdem zawiesił na mnie wzrok. Lubiłam takie sytuację do momentu jak facet nie jest zbyt natarczywy, bo lubiłam powodować u Sami odrobinkę zazdrości.Samantha Bartowski - 2018-03-18, 17:48 Nie chciała, to nie. Nie będę jej przecież zmuszać do palenia. Ważne, że nie próbowała mnie ograniczać. Pociągnęłam bucha zerkając w jej oczy i słysząc jej wątpliwości. Cóż... Chyba właśnie o to mi chodziło - by nie wiedziała, na co się piszę. By się rozluźniła i w końcu przestała planować. By oddała się chwili.
- Na niespodziankę. - Odparłam z rozbawieniem, wytykając do niej język. Nie zamierzałam udawać kogoś, kim nie jestem - nawet mimo tego, że byłyśmy w miejscu publicznym. Patrzą się? Ich problem. Nie mój.
Na jej komentarz o uprowadzeniu roześmiałam się na tyle, że niemal wypuściłam tą fajkę ze swoich ust. Całe szczęście - złapałam ją w dłoń i to nawet bez poparzeń od żaru!
- Haha, no musiałaś mnie rozgryźć?! I cały misterny plan w pizdu! - Stwierdziłam ze śmiechem, kręcąc głową. Oczywiście, nie umknęło mojej uwadze, jak reagują kierowcy na moją partnerkę, co tym bardziej mnie ucieszyło.
- Widzisz, masz w sobie to coś! - Powiedziałam rozentuzjazmowanym głosem, gdy tylko umieściłam papieros ponownie w swoich wargach, po czym klasnęłam w swoje dłonie. - Rób dokładnie to, co robisz, tylko trzymaj to. - Dodałam po chwili, wyciągając zza bluzy tą nieszczęsną, kartonową tabliczkę z napisem "gdziekolwiek". Nie miałam wątpliwości co do tego, że Ricky wzbudzi zdecydowanie większe zainteresowanie wśród kierowców, niż ja. - A jakbyś miała wątpliwości, to jedziemy na wycieczkę autostopem! - Wtrąciłam w końcu z najsłodszym uśmiechem, na jaki było mnie stać. Wyciągnęłam też papieros z ust, by móc złożyć krótkiego buziaka na czole brunetki, nim klepnęłam ją po pupie, by odeszła w stronę ulicy, gdy ja mogłam dalej rozkoszować się dymem tytoniowym, jednocześnie ciesząc wzrok widokiem tej kruszyny.Ricky Roseberry - 2018-03-18, 20:56 - Bardzo dobrze wiesz że nienawidzę niespodzianek kochanie. - powiedziałam troszkę zła. To prawda niespodzianki nie były moją ulubioną częścią, ale niestety musiałam się przyzwyczaić. Zwłaszcza przy Sami. Zaśmiałam się z jej reakcji na uprowadzenie mnie. Tak zdecydowanie nie mogłam jej rozgryźć, a uprowadzić by mnie nie musiała, bo poszłabym za nią na koniec świata. Zawsze i wszędzie. Gdy dostałam kartonik przeczytałam napis i spojrzałam z pytaniem na Sami.
- Jesteś zdrowa? Nie dam się uprowadzić nikomu innemu. Tylko ty masz do tego prawo. - zaśmiałam się cicho, ale zrobiłam o o co mnie prosiła, a raczej stwierdziła z zamiarem wykorzystania mnie. Po chwili poczułam buziaka i klepnięcie w tyłek. Spojrzałam na Samanthę i uśmiechnęłam się wyzywająco.
- Sama tego chciałaś. - powiedziałam i dałam jej kartonik. Zdjęłam z siebie koszulę flanelową i przewiązałam sobie ją w pasie. Zabrałam moją tekturę i powędrowałam w stronę ulicy dając Sami widoki takie jak moje prawie gołe plecy i dość duży dekolt. Może było to zbyt wyzywająca bluzka jak na takie wyjścia, ale lubiłam patrzeć jak Samantha na mnie reagowała. Dawało mi to sporą satysfakcję.
Nie musiałam długo czekać jak jakiś samochód się zatrzymał. Nie był najnowszy, ale akurat ten znaczek rozpoznałam i bez problemowo mogłam stwierdzić że było to audi. Chłopak za kierownicą opuścił szybę i schylił się tak by mnie widzieć. Odgięłam się do niego opierając o szczelinę od okna i pokazując mu swoje walory. Uśmiechnął się do mnie a ja odwzajemniłam gest.
- Dokąd jedziesz? - zapytał ciepłym głosem, a ja przekrzywiłam głowę.
- Jeszcze nie wiem. Dokąd jesteś w sanie zawieźć mnie i moją znajomą? - zapytałam pokazując na Samanthe. Nie powiedziałam prawdy co mnie z nią łączyło, bo wiedziałam, że odjechałby natychmiastowo, a przecież miał być dzień pełen wrażeń, a nie czekanie za kolejnym uprzejmym palantem, który się na mnie napali. Chłopak spojrzał za mnie i lekko się skrzywił.
- Palaczy nie biorę. Tapicerka będzie mi śmierdziała. - powiedział i przeniósł znowu spojrzenie na mnie, a ja momentalnie się wyprostowałam dając mu znać ręką by poczekał. Spojrzałam na Sami znacząco.Samantha Bartowski - 2018-03-19, 00:03 Nie rozumiałam, jak można nie lubić niespodzianek. W końcu... Zawsze przynosiły coś nowego. Coś... Nieoczekiwanego. A to zdecydowanie nie był koniec zaplanowanych przeze mnie niespodzianek na ten dzień.
- To widać za mało ich robię, skoro wciąż się do nich nie przekonałaś. - Odparłam z wyczuwalną pewnością w głosie. A na jej kolejny komentarz... Cóż, nawet jeśli próbowała mnie obrazić, nie mogłam się powstrzymać przed przygryzieniem własnej wargi. Cóż... Tą ślicznotę mogłam uprowadzać zawsze i wszędzie.
- To potem kruszyno. Teraz załatwiasz nam podwózkę i... Ouu... - Mruknęłam, unosząc swoje brwi w zadowoleniu widząc ten - skromny, bo skromny - ale jednak pokaz seksapilu. Tak. Nie miałam wątpliwości co do tego, że bez problemu znajdzie się jakiś kierowca, który zechce nas podrzucić nawet na koniec świata.
Zdążyłam odejść kawałek na bok i zdjąć plecak ze swego ramienia, pociągając kolejne buchy z papierosa. Tak, nie było to zdrowe. Nie było mi to też zapewne potrzebne. Ale w sumie co z tego? Jedna fajka jeszcze nikogo nie zabiła. Chyba...
Uważnie przyglądałam się Ricky, gdy kokietowała tego dzieciaka za kierownicą. Cóż... Chyba zaczynałam żałować swojej decyzji, bo widać Roseberry zdecydowanie za dobrze się bawiła w roli naszej przynęty. Mściła się za mój pomysł? Zapewne...
Starałam się jednak utrzymać w miarę neutralny, a może i przyjazny wyraz twarzy. W końcu... Zależało nam na tym stopie, nie?
Widząc ten wymowny wyraz twarzy u brunetki, uniosłam ręce w geście kapitulacji i pociągnęłam ostatni głębszy wdech dymem papierosowym, po czym wyrzuciłam niedopałka pod swoją podeszwę, by dokładnie go przydeptać. Wypuściłam powietrze z ust, mrucząc tylko:
- Dura lex, sed lex. - Mruknęłam tylko, starając się utrzymać uśmiech na twarzy, po czym zarzuciłam plecak na ramię, czekając na ewentualną reakcję fraj... Znaczy, tego miłego kierowcy, co się zatrzymał. Tak.
Gdyby tylko nie zrezygnował z opcji zabrania nas dwóch ze sobą, na pewno ruszę ku tylnym drzwiom. Miałam też nadzieję, że Roseberry zrobi to samo...Ricky Roseberry - 2018-03-19, 09:27 Wiedziałam jak wkurzyć Sami, a raczej spowodować u niej zazdrość. Tak więc bawiłam się przednie lekko zarywając do tego chłopca. Wiedziałam że jest młodszy nawet ode mnie, a auto pewnie dali mu rodzice. Uśmiechnęłam się, gdy Sami wyrzuciła papieros i z powrotem schyliłam się do chłopaka.
- Teraz można? - zapytałam zadowolona i zauważyłam jak chłopak miał nadal wątpliwości, ale po chwili pokazał ruchem głowy żebyśmy wsiadały. Sami podeszła do tylnych drzwi, ja jednak usiadłam z przodu. Troszkę specjalnie, a troszkę nie. Nie chciałam by się domyślił, że coś pomiędzy mną, a Sami istnieje, a siedząc obok niej na pewno bym ją złapała za dłoń lub coś w tym rodzaju. Lubiłam takie delikatne znaki i ich na pewno by nie brakowało.
-To dokąd? - zapytał mężczyzna zerkając w lusterko, bo pamiętał, że ja mu nie dałam wystarczających informacji.
Uśmiechnęłam się do siebie, gdy ruszyliśmy. Jechaliśmy już pewien czas, a ja rozmawiałam z chłopakiem, który zmienił trasę specjalnie, żeby nas zawieźć do celu. Byłam mu wdzięczna, ale wiedziałam, że będzie chciał coś w zamian. Zawsze tak było, a ta perspektywa mi się nie podobała.
Nie myliłam się, bo mniej więcej w połowie trasy Thomas, bo tak miał na imię złapał mnie za kolano. Zesztywniałam i spojrzałam na niego.
- Zabierz tą rękę. - powiedziałam delikatnie ale stanowczo próbując zdjąć jego rękę. Ten jednak mocniej mnie złapał i spojrzał mi w oczy.
- No co ty maleńka. Zmieniłem trasę, przynajmniej daj się dotknąć. - w tym momencie zagryzłam zęby i modliłam się tylko o to by Sami nic nie odwaliła. Niestety albo i stety wiedziałam że taka modlitwa nic nie da.
- Na prawdę radziłabym Ci mnie puścić. - oznajmiłam oschle odchylając zasłonę od słońca tak by w moim lusterku widzieć Sami. I to była wystarczająca informacja, żeby stwierdzić że jej się to nie podoba, a sama ego chciała. Chciała żebym znalazła podwózkę. Myślała że inaczej się to skończy? Ja wiedziałam że tak to będzie. Zawsze tak było.Samantha Bartowski - 2018-03-19, 22:17 No myślałam, że wyjdę z siebie, gdy ta mała menda poszła jednak na przód. Co to, nie wiedziała, że nigdy się tak nie robi jeżdżąc stopem?! Przecież to jedna z podstawowych zasad! W miarę możliwości zajmować miejsca z tyłu i nigdy nie wrzucać bagażu do bagażnika!
No ale jak widać, Ricky zdecydowanie za dobrze się bawiła, robiąc mi na złość...
- Tak w sumie... To przed siebie. Byle jak najdalej stąd. - Mruknęłam, wymuszając z siebie choć lekki uśmiech, tuż po tym, gdy usadowiłam się na środkowym siedzeniu. Wolałam mieć wszystko na oku. Podparłam się przedramieniem o oparcie pasażera, które zajmowała brunetka i starałam skupić na drodze. Nie było mi to jednak dane...
Zacisnęłam wargi widząc ten gest bufoństwa ze strony młodego.
- Hej! Dama prosi! - Rzuciłam Lekko podniesionym, acz wciąż neutralnym tonem. Nie wiedziałam, na ile będę w stanie się powstrzymywać. Tym bardziej, że nie byłam pewna, na kogo byłam teraz bardziej zła - na niego, bo spoufalał się z moją wybranką, czy na nią, bo w ogóle odważyła się zająć miejsce z przodu nie przerywając swoich gierek...
Ręką, którą do tej pory opierałam się o oparcie, złapałam nadgarstek chłopaka, zdecydowanie za mocno się wychylając do przodu. Brwi miałam ściągnięte, a moje oczy na pewno nie wyrażały teraz zadowolenia.
- Z tego co się nie mylę, obie ręce powinny być na kierownicy, chyba że zmieniasz biegi. A obstawiam, że kolanem koleżanki tych biegów nie zmienisz. - Niemal wycedziłam przez zęby, dając mu do zrozumienia, że nie podoba mi się jego nastawienie. Na serio, starałam się powstrzymać! Ale nie mogłam patrzeć na to, jak spina się moja kruszyna. Nie mówiąc nawet o tym, jak sama źle się czułam ze świadomością, że ja nas w to trochę wpakowałam. W dupie już miałam tę podwózkę. Chciałam tylko, by ten dzieciak dał spokój MOJEJ dziewczynie.Ricky Roseberry - 2018-03-19, 22:43 Wiedziałam wiedziałam, że tak właśnie zareaguje. Miałam ubaw z ego co się działo, a chłopak był miły. Nie chciałam by stała mu się krzywda, ale na szczęście posłuchał mojej kompanki i puścił moje kolano. Uśmiechnęłam się wdzięcznie do mojej ukochanej, że nie zrobiła nic więcej. Chciałam by tak zostało, ale nastolatek popatrzył na mnie i się zatrzymał gdzieś na jakimś zadupiu.
- Tutaj moja nowa trasa się kończy. - powiedział i kiwnął głową żebyśmy wysiadły. Zrobiłam ogromne oczy i zerknęłam na Sami. Nie wiedziałam co powiedzieć lub zrobić, ale po chwili postanowiłam nie martwić się jakże tępym gostkiem, który w tej chwili siedział za kółkiem. Kącik moich ust się podniósł i spojrzałam w oczy Sami. Pocałowałam ją przelotnie w usta tak by on to widział.
- Masz nóż? Daj. - powiedziałam szeptem do niej by tylko ona to usłyszała. Otworzyłam drzwi pasażera. Wysiadłam i otworzyłam drzwi mojej dziewczynie, która wręczyła mi scyzoryk. Ja go otworzyłam i schyliłam się tak by młody mnie widział.
- Pozdrów kasiastych rodziców. - zaśmiałam się i nożem przejechałam po drzwiach. Wiedziałam że wywoła to wojnę, ale chciałam zapłacić mu za to, że próbował mnie tknąć. Nie tolerowałam takich osób. Byłam może i malutka i krucha, ale gdyby trzeba było to potrafiłam się bronić, a mając Sami przy sobie czułam się pewniej. Thomas bardzo szybko wysiadł i podbiegł do mnie łapiąc mnie za przegubę. Zabolało, ale nie chciałam mu tego pokazywać. Uśmiechnęłam się do niego.
- Jesteś skończona szmato. - wycedził przez zęby i popchnął mnie, a ja upadłam na ziemię wypuszczając z dłoni narzędzie zbrodni. To nie skończy się dobrze. Nie dla niego. Przeklnęłam siebie w myślach. Po ciul to zaczynałam. Nie bałam się JEGO bałam się O NIEGO. Tak dobrze wiedziałam, że auto jest czułym punktem facetów.Samantha Bartowski - 2018-03-19, 23:18 Mi absolutnie nie przeszkadzało wcześniejsze przerwanie jazdy. Nie, gdy miałabym być skazana na dalsze towarzystwo tego bufona.
Słysząc jego komentarz o zakończeniu trasy, tylko wypuściłam z siebie powietrze, by po chwili poczuć usta Ricky wpijające się w moje na ten krótki ułamek sekundy. Uśmiechnęłam się na to zalotnie, wiedząc, że tak, jak wcześniej bawiła się mną, tak teraz miała zamiar zabawić się i jego uczuciami. No mała menda. Jak nic. Ale chyba właśnie za to ją kochałam...
Po chwili usłyszałam jej prośbę, więc wyciągnęłam scyzoryk z kieszeni bluzy, by w momencie wysiadania z pojazdu przekazać go brunetce. Gdybym jednak wiedziała, co ta mała planuje, w życiu bym tak nie postąpiła...
Niestety, nie zdążyłam wystarczająco szybko zareagować na wybuch agresji gówniarza, co w sumie podniosło nerwy i mnie. Starałam się ogarniać swoje napady agresji już od dawna, bo przy Dale'u weszły mi w krew zdecydowanie za bardzo. Ale... W takich sytuacjach nie mogłam sobie na to pozwolić.
- A Ty kurwa co szmaciarzu, damski bokser się znalazł?! - Wyrzuciłam z siebie, popychając gnojka tuż po tym, gdy Ricky upadła na ziemię. Taki cwany, bo maleństwo popchnął? Bo co? Bo mu auto porysowała?
No dobra, też bym była zła. Ale w życiu bym nie podniosła ręki na kobietę! A przynajmniej... Nie mogłam sobie takiej sytuacji wyobrazić.
- Jeszcze raz. Jaka jest i kto? - Zapytałam z wyczuwalną nutką agresji w głosie, patrząc mu prosto w oczy i zaciskając pięści. Jasne, może i byłam szczupła, ale lata spędzone w towarzystwie Fowlera na ulicy i nie jedna przebyta bójka dawała mi w tym momencie dużą przewagę. Nawet, jeśli teraz gnojek nie srał jeszcze w gacie, nie miałam wątpliwości, że zaraz zacznie. Ale na razie... Chciałam mu jeszcze dać szansę na przeprosiny. Póki... Póki byłam miła.Ricky Roseberry - 2018-03-20, 00:18 Ciężko westchnęłam wstając z ziemi. Podeszłam do Sami i złapałam ją za rękę. Nie chciałam bójki. Nie w momencie, gdy dzień miał być wspaniały. Stanęłam między nimi patrząc w oczy Samanthy.
- Nie tykaj gówna bo będzie bardziej śmierdziało. - powiedziałam tak by tylko ona usłyszała i spróbowałam ją odciągnąć.
- Jest szmatą taką samą jak ty. - powtórzył, a mnie zamurowało. Palant nie wiedział w co się pakuje, a ja pożałowałam tego że wyszłam w ogóle dzisiaj z domu. Spojrzałam na frajera i przełknęłam ślinę. Nie chciałam by cokolwiek się działo. Byłam głupia myśląc że młodzik odjedzie. Spojrzałam w oczy Sami, której nerwy już puszczały.
- Zobacz jakimi ogromnymi. Lepiej trzymać się od nas z daleka. - oznajmiłam i wspięłam się na palce by złożyć na ustach Samanthy namiętnego buziaka. Chciałam by ona przestała myśleć o nim, a on żeby odjechał Olał nas. I właśnie tak zrobił bo po chwili usłyszałam pisk opon.
- Wybaczysz mi to? - zapytałam odrywając się od mojej dziewczyny i spuściłam wzrok w ziemię. Wiedziałam że zrobiłam źle. Nawet bardzo źle i następnym razem nie będę próbowała się odgrywać za jej pomysły. Będę potulnym barankiem. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Rozejrzałam się po miejscu w którym się znajdowałyśmy. Byłyśmy w lesie dosłownie pomiędzy jakimiś pieprzonymi drzewami. Zaśmiałam się do siebie i po chwili schyliłam się podnosząc ostrze, które należało do Sami. Chciałam by nie była już zła. Miałam nadzieję że uda mi się choć trochę poprawić ten dzień, ale do tego potrzebowałabym teraz cudu, a nie spaceru pomiędzy drzewami, który najprawdopodobniej w tej chwili nas czekał. Cudownie.... Po prostu cudownie. Moje zachowanie znowu pogorszyło sprawę. Jak zawsze.Samantha Bartowski - 2018-03-20, 20:12 - Rozkwaszę mu pysk na kwaśne jabłko... - wycedziłam przez zęby, nie spuszczając wzroku z tego gnoja, gdy Ricky starała się mnie uspokoić. Wiedziałam, że nie chciała mnie oglądać w takim stanie, dlatego wciąż próbowałam się ogarnąć. Miałam być lepszą osobą, a starą i agresywną siebie miałam zostawić w przeszłości. Przecież można było inaczej rozwiązywać swoje problemy, prawda?
Dzieciak jednak nie wiedział, kiedy się wycofać. Gdy tylko dotarł do mnie jego komentarz, wyrwałam lekko do przodu z chęcią wymierzenia mu pięści w nos - na moje jednak nieszczęście, brunetka wciąż trzymała mnie za rękę, blokując cios. A przecież jej nie chciałam wywalić, no nie?
Nikt jednak nie powiedział, że na odchodne nie mogę u plunąć charkiem między oczy - co z wielką przyjemnością uczyniłam, nim mała się do mnie przykleiła, prawdopodobnie jeszcze bardziej na złość temu gościowi.
Nie omieszkałam również mocniej przytulić mej ukochanej, może i lekko zjeżdżając jedną z dłoni zdecydowanie za nisko, a drugą pokazując środkowy palec naszemu kierowcy. Oczywiście, nie odrywałam od niego wzroku. Moje oczy wciąż przekazywały istne sygnały nienawiści, połączone z satysfakcją, że on nigdy nie zdobędzie tak dobrej partii i może się teraz tylko obejść smakiem.
Mogłabym wręcz przysiąc, że widziałam łzy spływające po jego policzkach, gdy wsiadał do swego pojazdu, by po chwili od nas odjechać...
Spojrzałam na dziewczynę, gdy tylko się ode mnie odkleiła i wydusiła z siebie to jedno zdanie. Wzięłam głębszy oddech, by nie zrobić niczego głupiego, po czym zastukałam knykciami o jej czoło.
- Halo? A ktoś tam jeszcze mieszka?! - zapytałam, zapewne za bardzo podniesionym tonem, po czym westchnęłam, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Jezu, dziewczyno, resztki instynktu samozachowawczego to Ty chociaż masz? Nigdy się nie siada z przodu, ciołku! - wyrzuciłam z siebie, wciąż będąc lekko poddenerwowaną. Yh... Czasem te przejawy głupoty mnie dobijały. Szczególnie w sytuacjach, które względnie mogły się okazać niebezpieczne.
Przejęłam scyzoryk z jej dłoni i schowałam z powrotem do kieszeni bluzy, by po chwili jednak przytulić tą małą i z westchnieniem wyszeptać:
- No i kurwa, teraz Cię muszę odkazić. Kto wie, co ten gnojek robił tymi łapami, zanim Cię dotknął... - mój głos zdawał się być wyjątkowo poważny, niemal, jakbym mówiła o jakimś śmiertelnym wypadku. A jednak wewnętrznie miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, nawet, mimo wciąż rysujących się oznak złości na mojej twarzy...Ricky Roseberry - 2018-03-21, 13:10 Zaśmiałam się na jej reakcję i spojrzałam w oczy Sami.
- Chyba nikt. - odpowiedziałam z uśmiechem, a po chwili humorek mi uciekł. - Taaak, wiem, chciałam zrobić Ci na złość i chyba mam nauczkę, że nie wolno robić nic przeciwko Tobie. - oznajmiłam i lekko się skrzywiłam. Miałam dziwne pomysły co do odgrywania się na Sami, ale akurat większość z nich kończyła się źle. Może na prawdę przestanę myśleć, bo później to ja dostaję po dupie. Wtuliłam się w nią jeszcze bardziej a słysząc jej komentarz uśmiechnęłam się.
- Proponujesz wspólną kąpiel? Nie mam nic przeciwko. - oznajmiłam odrywając się od niej i łapiąc jej spojrzenie swoim. Po chwili jednak rozejrzałam się po okolicy i jedyne co widziałam to były drzewa, drzewa i jeszcze raz drzewa. Westchnęłam i spojrzałam na drogę, nic nie jechało. No ale czemu miałabym się dziwić skoro wyjechaliśmy z Seattle jakąś boczną drogą, którą nikt nie jeździ. Odwróciłam się przodem do Sami zakładając swoją koszulę i zapinając ją trochę. Tak by dekolt był widoczny, ale nic poza nim. Skrzyżowałam dłonie na wysokości klatki piersiowej i zerknęłam na Sam.
- To co teraz? Panno Wyjątkowy Dzień? - zapytałam z ironią. Nie dowierzałam, żeby teraz miał to być idealny dzień we dwie, ale moje myśli teraz wędrowały do propozycji wspólnej kąpieli. Patrzyłam na Sami mierząc ją spojrzeniem. Nie ze złością, a raczej z uwielbieniem. Nawet w takim stroju, a jej pragnęłam. Co ja mówię, zawsze ją pragnęłam. Była dla mnie cudem przez swoje zachowanie, charakter, styl. Wszystko mnie w niej zauroczyło i cieszyłam się z tego, że była moja. Zwłaszcza gdy pokazywałam swoją głupotę i nieumiejętność radzenia sobie w życiu. Dobrze wiedziałam, że przy niej jestem bezpieczna i że przy niej mogłam być sobą. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do niej łapiąc ją w talii. Przez ten malutki gest dostałam ciarek i uśmiechnęłam się ciepło.
- Cieszę się, że jesteś z tak głupiutką dziewczyną jak ja. - powiedziałam i zaśmiałam się składając na jej policzku krótkiego buziaka.Samantha Bartowski - 2018-03-22, 23:29 Tak, dobrze wiedziałam, że próbowała mi robić na złość. Zawsze to robiła. Z jakiegoś powodu wolała najpierw niby spełniać moje prośby, by potem je wykorzystywać przeciwko mnie, zamiast wprost powiedzieć, że nie ma ochoty czegoś robić. Szkoda tylko, że większość takich sytuacji i tak wychodziła dla niej bardziej na minus - i tak dalej kontynuowała te gierki! Nie mogłam mieć wątpliwości, że to była mała manipulatorka. Brakowało tylko tego, żeby zaczęła udawać upicie tylko po to, żebym ją nosiła na rękach - choć nie powiem, to akurat bym robiła z przyjemnością.
- To może w końcu zapiszesz sobie coś w tej pustej łepetynie i zapamiętasz, że nie chodzi tylko o działanie mi na nerwy, ale też Twoje bezpieczeństwo. Następnym razem kupię Ci szelki, kuźwa. Albo koszulkę z napisem "jestem z nią". - wyrzuciłam z siebie przewracając oczyma. Serio, czasem miałam wrażenie, że spędzam czas z rozwydrzoną nastolatką, a nie dorosłą dziewczyną.
Wszelkie negatywne emocje jednak szybko odeszły w niepamięć na ten jej krótki, acz bardzo trafny komentarz. Przygryzłam wargę i spojrzałam na brunetkę, unosząc brwi.
- Może... - odpowiedziałam, po czym odchrząknęłam, zbliżając jedną ze swych dłoni do moich ust. - Ale to byłaby dla Ciebie nagroda, a dzisiaj na to nie zasłużyłaś. Tak. - dodałam po chwili, już z udawaną obrazą w głosie.
Roseberry jednak, zamiast się cieszyć z pięknego słonecznego dnia, postanowiła mi ostentacyjnie pokazywać swoje niezadowolenie. Westchnęłam na to ciężko, ponownie wywracając oczami.
- Aleś Ty marudna. Zabrać Cię sprzed komputera i nie wiesz co ze sobą zrobić. - stwierdziłam lekko oskrażycielskim tonem. Sama też w tym momencie rozejrzałam się po okolicy, by po chwili jednak wyciągnąć też telefon komórkowy i sprawdzić, gdzie tak w sumie się znalazłyśmy. Nie minęła chwila, gdy na mojej twarzy zagościł uroczy uśmieszek i złapałam Ricky za dłoń, próbując ją zaciągnąć wgłąb lasu, jednocześnie chowając telefon do kieszeni. - Teraz droga pani, to idziemy. I tak. Doceń, że kocham te Twoje głupotki.Ricky Roseberry - 2018-03-22, 23:48 - Nie zasłużyłam. - powtórzyłam po niej z uśmiechem. Wiedziałam że powinnam się smucić, ale nieee. Bo przecież nie zaprzeczyła że miała co innego na myśli tylko potwierdziła zmieniając to co mówiłam. Właśnie za to ją uwielbiała. Odwracała kota ogonem, a ja nie mogłam doczekać się tego co za chwilę zrobi lub powie bo była nieobliczalna.
- Ej ja się nie czepiam twojej psychologii, więc daj sobie spokój i odczep się od moich komputerów dobra. - powiedziałam oburzona, ale jednak nadal się uśmiechałam. Chciałam by wzięła to na poważnie, ale wątpiłam w ton mojego głosu. Faktycznie może trochę za dużo czasu spędzam przy elektronice, ale lubiłam to i mnie to interesowało, a co za tym idzie. Poszłam na ten kierunek studiów i mam ochotę poszerzać swoją wiedzę, a nie na siłę pchać się w to co rodzice mi zaplanowali. Chciałam osiągnąć sukces sama, a komputery miały mi w tym pomóc.
Poczułam jej dłoń i to że mnie ciągnie. Nie miałam nic przeciwko temu, bo w końcu nie wiedziałam gdzie jesteśmy i co ta wariatka planowała. Uśmiechnęłam się i patrzyłam na to co robi Sami.
- A możesz powiedzieć mi dokąd mnie ciągniesz? Byłoby łatwiej gdybym wiedziała czego wypatrywać. - oznajmiłam i rozejrzałam się. Nie znałam tego miejsca i właśnie to mnie troszkę przerażało. Mieszkałam tu a jednak tak jakbym nie mieszkała. Ufałam Sami i nie miałam wątpliwości by powielać jej ruchy i iść za nią do momentu, w którym każe mi się zatrzymać, ale ciekawość zwyciężała zawsze. Więc po co się siłować? Lepiej ją nakarmić i dać spokój od niespodzianek.
- Samiiiii... Ja wiem, że miał to być cudowny dzień we dwie, ale nie chce mi się dalej iść. - powiedziałam gdy szłyśmy już jakiś czas, a nogi zaczynały mnie boleć. Wyrwałam jej się i usiadłam na ziemi podciągając swoje nogi pod brodę. Chciałam odpocząć, a najlepiej to wrócić do domu, ale nie miałam takiej możliwości. Nie gdy byłam w środku drzew i nie wiedziałam skąd szłam. Moja orientacja w lesie poległa. Nie to co w mieście.
Pomiędzy budynkami czułam się cudownie zwłaszcza potrafiąc przestawić sobie światła tak by były cały czas zielone. Spojrzałam na Samanthe i blado więc uśmiechnęłam. Byłam zmęczona tym spacerem. Oparłam głowę o ręce i wzięłam głęboki wdech by uspokoić serce które waliło przez brak kondycji.Samantha Bartowski - 2018-03-25, 17:25 Such a wonderfull world...
No, przynajmniej do czasu, aż usłyszysz marudzenie, niczym u pięciolatki, o bolących noziach.
Odwróciłam się w stronę brunetki z niedowierzaniem, na tej jej ostentacyjny bunt. No kurcze blade, co to ma być? Czy ja na pewno szłam tu dalej z dorosłą dziewczyną, czy jednak po drodze ktoś mi podrzucił swojego malucha? Westchnęłam ciężko, zbliżając swój palec wskazujący i kciuk do skroni, jednocześnie przymykając oczy.
- Jakbyś nie robiła scen, już dawno byśmy tam były... - Stwierdziłam ze zrezygnowaniem. Cóż. Było widać, kto nigdy nie przeszedł lekcji życia. I prawdopodobnie spędził mało czasu na łonie natury - czego nie można było zarzucić mi - byłej harcerce (a co!).
Nie minęła chwila, gdy usiadłam jednak koło Ricky, na tym mchu i trawie, obejmując ją ramieniem. Mogło to wyglądać, jakbym serio się o nią troszczyła. W planie jednak miałam zupełnie co innego...
- Dzidzia się zmęcyła? I nie ma siły jus dalej iść? - powiedziałam, wyraźnie się z nią pieszcząc. Tak, chciałam jej dopiec i być może nawet wjechać nieco na ambicję. Zanim jednak dziewczyna zdążyła mi odpowiedzieć, czy się zdenerwować, uniosłam jedną ze swych dłoni, by poczochrać jej włosy. - Zostało nam maksymalnie 10 minut drogi. Co prawda... Nie jestem pewna, co będzie za te 10 minut, bo to nie do końca miejsce, w które chciałam Cię zabrać... Ale też powinno być dobrze. - Dodałam po sekundzie, z wyraźnym uśmiechem na ustach. Byłam podniecona na samą myśl, że znajdujemy się na dzikim łonie natury, gdzie ludzka ręka nie zdążyła jeszcze uczynić żadnych szkód, gdzie ptaki śpiewały a zapach lasu przenikał w nasze nozdrza.
Dobrze się czułam w takich miejscach i wierzyłam, że i Roseberry je polubi...